Aktualny trip: AMERYKA POŁUDNIOWA

Jestem w drodze.... 28 listopada 2007 laduje w Rio de Janeiro i dalej... wbijam do Boliwii następnie Peru, Ekwador i Kolumbia. Celem jest droga...

Blog
Foty

pitblama.com

BLOG:

foty z tripów

zdjęcia uporządkowane wg tripów

wpisy z tripów:

wpisy uporządkowane wg tripów

2005karakoram

chiny xinjang > Iran > Nepal > Pakistan > Rosja > Turcja > Tybet

2006holandia, uk

na rowerze

Piraci z Karaibow

August 31, 2010

Santa Marta, Kolumbia,30 sierpien 2010

 

Witam Wszystkich serdecznie. Nie dawalem znakow przez czas dlugi –
nadrabiam wiec zaleglosci….;-), a jest o czym pisac mysle.

 

Bedzie troche niechronologicznie czyli zaczne od tego co sie dzialo
przez ostatnie pol roku a pozniej postaram sie opisac  pozostaly czas
w Kolumbi.

 

ZAGLE

 

Od czego by tu zaczac?

 

Od marzen  chyba, bo to od nich wszystko sie zaczyna… bujajac przez
lady, gory i morza ;-) szukam pomyslow  na kolejne tripy-byl rower w
Azji , jest motur w Ameryce Poludniowej.

 

Wymyslilem pewnego razu , ze moze kiedys… w dalekiej przyszlosci …mega kozacko
by bylo… zeglowac po Karaibach jachtem…

 

Podczas kilku rozmow przy kawie  dzielilem sie tym
pomyslem z innymi ludzmi. Sprzedalem tez ten pomysl miedzy innymi  Tonemu Montanie,
temu samemu z ktorym bujalem przez hameryke przez jakis czas.

 

Tony wybil z Kolumbi  jachtem do Panamy a pozniej polecial do Europy
zachaczajac o Krakow,  gdzie przekimal kilka nocy u Filutow w hostelu i
wychlal kilka litrow wodki w Swietej Krowie….pozrowienia dla Filitow i
barmanow z Krowy ofkors;-). Zawinol z powrotem do Australii ale jak nie pierwszy i nie ostatni po
tego typu porozy nie mogl zagrzac miejsca. W pazdzierniku zeszlego
roku pogadalismy konkretnie i co sie okazalo: koles robi patenty
zeglarskie i chce kupic jach na karaibach(!!) i chce  robic biznesy  transportujac turystow  z Kolumbii do Panamy i z powrotem.

 Zaproponowal mi wspolprace – zgodzilem sie …;-)

 11 stycznia tego roku  wyladowalem  na St. Vincente and the
Grenadines, jednej z wysp Antyli Mniejszych na Morzu Karaibskim, gdzie
czekal jacht ktorym kangur byl zainteresowany. St. Vincente jest
klasyczna wyspa na karaibach,  male lotnisko, palmy,  szafirowe
zatoki… Kecono tutaj ,,Piratow z karaibow´´.Na ulicach czarni bracia
czilluja w rytmach reagge…

 Dobrze sie czulem , cholernie bylem podekscytowany.W sumie to po raz
kolejny bardzo mocno poczulem ten stan kiedy nie do konca wierzysz w to co sie
dzieje dookola ciebie, a to co sie otacza jest nowe…ujmujac
to w inny sposob: mega joker na fejsie

 Po przylocie poznalem kapitana jachtu oraz wlasciciela ktory jak sie
okazalo jest gubernatorem tej wyspy(fafarafa bulke przez bibulke…;-).
Na pierwszy test drive jachtu poplynelismy na Mustique, jakies 3
godziny zeglowania z St.Vincene. Pamietam jak klasycznie opadla mi szczena kiedy zobaczylem ta wyspe…Zeglowanie prz konkretnym wietrze i swierzo zlowione ryby, milo.

 Postawmy sprawe jasno: wtym czasie moje doswiadczenie w zeglowaniu to
2 dni z Mackiem I Kuba na omedze w Polanczyku, Tony ma za soba 2 kursy
z Kolumbii do Panamy I 2 tygodnie kursow zeglarskich w Australii.

 21 stycznia wbil Tony. Kilka dni pozniej ,,Sula¨-beneteau 50.5 stop z
1988 roku –trafil do suchego doku w celu ogledzin przez rzeczoznawce.
Po obadaniu jachtu  wyszlo ze nie jest tak kolorowo
jak by moglo sie wydawac. Zdecydowalismy ze lecimy na St.Maarteen
szukac innej opcji…

 St.Maarten jest kolejna wyspa Antyli  Holenderskich na Karaibach,
podzielona na 2 czesci :holenderska I francuska.Oragnizacyjnie czy
administracyjnie bardziej przypomina Europe niz Karaiby, jest to tez
bardzo wazny punkt dla zeglazy oraz wszelkich prac zwiazanych z
jachtami od kupna po naprawy I czesci do szukania pracy na
jachtach.Wizualnie-karaiby jak ta lala…

 Przy odprawie paszportowej na St.Maarten widze 2 panny ktore wygladaja
,,swojsko´´, okazuje sie ze poznane dziewuchy to Marysia z Polski I
Tania z Czech ktore skonczyly kontrakt na luxusowej lodzi  ktora przeplynely przez Atlantyk I przylecialy na  St .Marteen szukac
pracy.Od slowa do slowa wbiljamy  z nimi   do crewhousu czyli hostelu
dla ludzi ktorzy pracuja na statkach…

 Wlascicielem Crewhousu jest Chita mega wychillowana
piecdziesieciolatka z bardzo  pozytywnym podejsciem  do zycia…

 Jest to mega wielki zwrot w calej tej imprezie – miejsce
to ludzie I powiem ze zeglarze to mega charakterna ekipa. Przez kilka
kolejnych dni siedze I slucham….historie jak te w droodze tylko ze tu
droga jest ocean…

 Ludzie w wieku 20-45 lat ,60 procent to faceci, 40% panny.
,,There are three kinds of man:  alive, death and  the sailors…´´ z
ksiazki  Pastwatch: The Redemption of Christopher Columbus autorstwa
Orsona Scotta Carda

 Podstawowym papierem w staraniu sie o prace na statkach jest
certyfikat STCW 95, cos ala kurs BHP na jednostkach plywajacych, no I
doswiadczenie mile widziane jak wszedzie. Zarobki na jachtach i
luxusowych lodziach zaczynaja sie od 1500 euro na miesiac plus
przeloty.

 Jedyna osoba ktora nie miala tego certyfikatu jest mega koles z
UK-Neil,  ktory ma przeplywane 23 000 mil morskich I okazuje sie ze
plynal on z Galapagos do Polinezji Francuskiej razem z Timem -kolesiam  ktory sprzedal mi motocykl  , sam Neil ma mega zajawke na
motocykle…funny life…;-)

 Trwaja wiec poszukiwania jachtu na St. Maarteen, kolejnym celem jest
,,Tranquility´´francuski beneteau  43 stopy,4 kabiny, 2 lazienki,
rocznik 1989. I okazuje sie ze to jest wlasnie ten strzal. W polowie
lutego przenosimy sie  z ladu na jacht.

 Poczatkiem marca w St. Marteen mialy miejsce 30-ste regaty Heinekena,
dealer od ktorego Tony kupil jacht zalatwil nam klientow z  ktorzy
czarterowali jacht na te wlasnie regaty.9 osob z Kanady , bardzo
spoczko ekipka.Na czas regat wbija na jacht Helen laska z Jersey z
doswiadczeniem 4500 przeplynietych mil morskich. Ona tez plynela na
tym samym jachcie z Neilem z Wysp Kanaryjskich na St. Lucie w regatach
ARC(Atlantic Rally for Cruisers)

 Na regaty pojawie sie w crewhousie ekipa z Polski:Kuba I Maciek
Wierusz oraz  Kuba Pawluk-najmlodszy kapitan regat transatlantyckich
ARC w zeszlym roku. Ekypa  ziomali ze stolycy zeby nie bylo
niedomowien…

 Po pierwszym dniu regat spotykamy sie z naszymi klientami na miescie a
pozniej kontynuujemy impreze z Polakami….

 Wracamy na jacht zajebani jak autobusy.Ja , Tony I Helen. W nocy wiatr
zmienia kierunek I ,,Tranquility´´ zaczyna ciagnac kotwice, o 4 w nocy
budza mnie wrzaski Helen. Okazuje sie ze nasz  jach zaczal napierdalac
w inny jacht I jest mega lipa, . Wychodzimy z tego calo ale blisko
bylo do rozdupcenia 2 jachtow…

 Drugi dzien regat to naprawde kozackie zeglowanie…konczymy go  na drugiej pozycji  w grupie.

 Kolejne tygodnie to przygotowania jachtu , naprawy, etc… I powoli
zbiera sie ekipka na tripa po karaibach, a ta ekipa to:ja I Tony
oczywiscie, wspomniana wczesniej Helen, Ilan z Izraela z 5500 milami
morskimi przeplynietymi na koncie i Andreas-ziomek z Austrii ktory
plynal przez Atlantyk  na tej samej lodzi co Marysie I Tania.

 Na test driva plyniemy na Antigue , jakes 24 godziny z St.Maarten.
Przejebane warunki, rzygam…I zastanawiam sie jak ja do cholery bede
bujal dalej z takim zoladkiem.

 Okazuje sie ze nie jestem sam – Andreas  tez strzela pawia…ziomus ;-)

 Kilka slow o chorobie morskiej-bedac szczeniakiem zdarzylo mi sie raz
czy dwa strzelic pawia w technikolorze na spodnice przesympatycznej
pani siedzacej obok  w autobusie i wiedzialem ze na statkach tez mnie
bierze…

 Choroba jak kazda, niektorzy ja dostaja inni nie. Wazna sprawa dla
mnie to dobrze zjesc przed wyjsciem z portu, w zadnym wypadku nie
wyplywac z pustym zoladkiem, jesli cos sie zaczyna dziac to gapic sie
na horyzont,  zajac sie czyms  lub polozyc sie w pozycji poziomej
lepiej na zewnatrz niz w srodku.  Jest tez to kwestia treningu , czym
wiecej plywasz tym rzadziej Cie dopada. Mnie  po dluzszym pobycie na
ladzie przy kiepskich warunkach  na morzu dopada, telepie przez dzien
lub dwa I przechodzi.

 Antigua naprawde kozacka wyspa, zrobilismy kilka trekingow  z Ilanem
I Czita ktora przebila z nami tez na tego tripa. Bylismy tam podczas
lokalnych regat , pieknie. Same jachty jako konstrukcja I srodek
transportu to klasyczna poezja romanyczna…Sa mega doskonale w formie I
sposobie poruszania sie. Kosztuja tez cholernie duzo siana i to jest ta
nieromantyczna strona tej imprezy.

 Przyklad:wybijamyz Antigui z powrotem do St.Maarten, wszystko
przygotowane , odpalamy silnik, lipa ,nie odpala. Koszt nowego
rozrusznika 1500 usd…

 Mowi sie ze sa 2 najpiekniejsze dni w zyciu wlasciciela jachtu: dzien
w ktorym go kupuje i dzien w ktorym go sprzedaje…

 Ok , wracamy do St.Maarten, jest kwiecien , jachty powoli zaczynaja
wyplywac w kierunku Europy i Ameryk chroniac sie tym przez sezonem
huraganow ktory na Karaibach zaczyna sie oficjalnie w lipcu a dla
ubezpieczycieli w czerwcu.

 Koncem kwietnia  wyplywamy na traske…!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 Plan tripa: Wyspy Dziewicze, Dominikana, Jamaika, Kuba, Mexyk I
kolejno caly czas wybrzezem  Ameryki Centralnej do Panamy I Kolumbii

 Planowany czas przyplyniecia do Panamy: 26 czerwiec

 Ekipa:Helen, ja, Tony, Andreas I Ilan

 W St Maarten poznalem spoczko kolesia - Johna z Kanady, koles w dobie kryzysu wieku sredniego stwierdzil ze dzieci odchowane, praca w marketingu juz tak nie inspiruje - popierdolil to I w wieku 39 lat zaczol zeglowac.

 Robi to juz 7 lat, kiedy spytalem czy on by nie chcial miec jachtu
powiedzial  mi ze 6 lat temu kupil jacht I po 4 miesiacach go sprzedal
kiedy zrozumial ile to kosztuje

 ,,What fucks, flies and floats - rent it don’t buy it´´ ze go zacytuje …;-)

 Powiedzial mi tez bardzo wazna rzecz odnosnie zycia na jachcie czyli o
spinkach , bo jak bardzo romantyczna jest idea zeglowania musisz miec
naprawde dobrana ekipe zeby nie bylo nieporozumien, tzw.powerplays,
etc.- jak w zyciu, jednych tolerujesz a innych nie.

 Wydaje mi sie ze ludzie sie tez w duzym stopniu zmieniaja na morzu.
,,Relacje I interakce ludzi na morzu´´ wdzieczny temat na  prace
doktorska z socjologi lup psychologii …;-)

 Jestes na malej przestrzeni ze stosunkopwo duza iloscia osob,
wiekszosc czasu spadzasz na jachcie I jesli dochodzi do spinek nie
mozesz po prostu wyjsc , odreagowac I wrocic za kilka dni

 Tak wiec wyplywamy…4 kolesi I laska…

 Zajebiscie , w koncu , po calym procesie poszukiwan , kminek, napraw,
imprez,poznawania ludzi wyplywamy.Piekny to dzien jak sie wyplywa…

 Pierwsza destynacja to Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Spedzamy tam jakies
2 tygodnie. Pierwszy raz plywam z rura I maska I to co sie dzieje pod
woda powala mnie na kolana…wodny swiat…Madre Dios!!!!!!!!

 Od czasu do czasu podczas zeglowania pojawiaja sie delfiny ktore
towazysza lodzi przez moment(!!!!!!!!!!!!!). Z Wysp Dziewiczych
plyniemy dalej na Dominikane, 2 dniowy trip.

 Okazuje sie ze na Dominikane wbija sie moj mega ziom Stig z Norwegii,
I wbija na jacht…!!!

 Stig jest jednym  z najbardziej pozytywnych ludzi  ktorych  znam.
Koles ma 41 lat ale bawi sie jak szczeniak I ma przy tym leb na karku,
moj motur stoi u niego w garazu w Santa Marta. Kiedy Tony bujal u mnie
w Santa Marta przekulalismy kilka imprez ze Stigiem. Norwegowie
–wikingowie. Stig kiedy mieszkal w Norwegii mial jacht I lubi
madafaker wode. Mega sie ucieszylem na spotkanie z ziomaskiem. Oprocz
niego podbil na jacht John, wielki giza z londka,nie znalem go dobrze
wczesniej ale okazal sie spoczko ziomem.

 Czyli jest nas 7 , wczesniej cisnienia wystepowaly I nadal wystepuja,
ale nowe twarze na pokladzie wiec zaczynamy od poczatku…  Dominikana ,
ten lad jako pierwszy ujrzal Kolumb po raz pierwszy w 1492 roku,
piekne wybrzeze I piekna wyspa , naprawde impessiv…Lekka lipa bylo
tylko to ze nie pobujalismy wiele po ladzie no ale …

 Startujemy z Dominikany na Jamaike czyli jak na razie na najdluzsza
traske 440 mil morskich, planowane 3 dni.Taki byl plan tyle ze nie
wzielismy waznej rzeczy przy bezwietrznej pogodzie mianowicie zuzycia
paliwa I pojemnosci bakow…(;-))

 Na wysokosci Haiti wylaczamy silnik bo okazuje sie ze ropy malo
zostalo. I co dalej…obgadujemy sprawiny czy wbijamy na Haiti szukac
paliwa czy nie ryzykujemy I plyniemy dalej czekajac na wiatr-plyniemy
dalej. Przez 3 kolejne dni wychodzac na poklad widzisz to samo :Haiti

 Kolejna kozacka sprawa w zeglowaniu jest lowienie ryb, kurna uwielbiam
, w koncu sw.Pit  byl rybakiem nie….;-)

 3 rodzaje ryb ktore nam sie udaje lapac to :

1.Barracuda-podobno wieksze egzemplarze moga byc na Karaibach trujace,
silna ryba,wielkie zeby, walczy zdrowo…

 2.Mahi -mahi- moja faworytka, zielono –niebiesko-zolta Mahi-mahi, I
jej biale mieso.Jakosc tego miesa I rozmiary ryb to klasyczne
mistrzostwo swiata.

 3. Tunczyk-nie wiele tego bylo ale tunczyk na swierzo  z sosem I
cytryn …. Nie spodziewalem sie ze swierzy tunczuk ma taki
smak… palce lizac

 

Wiec lowimy ,uprawiamy ryby, smazymy je, kminimy, staramy sie nie
zrzedzic. Wspominam to jako dobry czas ze Stigiem ktory okazuje sie
widziec rzeczywistosc w ten sam- co ja- sposob…Johny w sumie tez.

 

Generalnie duzo gadamy I polewamy ze wszelkich komplikacji.

 

Wiatru nie ma za wiele wiec uruchamiamy spinaker, ktorego  to rozrywa
wiatr kiedy stoje za sterem… Helen wpada na pomysl pozszywania zagla
I daje ten pomysl rade.Spinaker z powrotem lopocze.

 

Po 7 dniach, konczac pchani przez dingy (maly ponton do transportu z
jachtu na lad) dobijamy na Jamajke

 

JA  MAAAAAAN…

 

Dobra mysle ze jest juz co czytrac wiec wrzucam text na strone i biore
sie za kontynuacje opowiesci czyli Jamajka, Kuba, Kajmany, Jamajka I
Kolumbia. Jest tez kilka ciekawych tematow ktorymi chcialbym sie
podzielic.

 

Postaram sie wrzucic foty na strone zeby zobrazowac  to bardziej, mam
nadzieje ze tym postem wywolam jokera na fejsie  admina  Dava I
ruszymy z fotami dalej…;-)

 

Pozdro serdeczne ziomaski , chwile mnie nie bylo ale wracam do
zywych…czekam na znaki od Was

 

Peace

 

Pit


zyje, zyje tylko chwile znaku nie dawalem…;-)

January 22, 2009


Santa Marta,Kolumbia, 20 styczen 2009

 

Nadrabiam zaleglosci….;-)

 

Zaczne od tripa do Venezueli.

Wjezdzajac do Kolumbii doslalem wize na 3 miechy i papiery na motocykl (dokument czasowego importu  pojazdu) rowniez na 3 miesiace.  W polowie listopada przedluzylem wize o kolejne 2 miesiace a papiery na motocykl o 25 dni. Kiedy zalatwialem przedluzenie papierow na motocykl sam szef biura DIAN zapewnial mnie ze po prostu po 25 dniach zalatwiamy dalsze przedluzenie z tymi samymi procedurami jak za pierszym razem.

Na 3 dni przed  wygasnieciem waznosci papierow wbijam do biura DIAN , znajoma pani zza biurka mowi mi ze klasycznie jutro to zalatwimy….

Nie ma problemu, upewniam sie ze wszystko jest ok.

Ostatniego dnia kiedy moge odnowic te cholerne papiery, znajoma pani i szef biura wkrecaja mi ze nie moge zrobic tego w ich biurze, musze jechac do tego samego biura ale w innym miescie.

Stwierdzilem ze nie bede tracil czasu  i energii na rozmowy z tymi ludzmi.Jade do Venezueli.

Nie jest to pierwszy raz kiedy chaos ktory  panuje w Ameryce Poludniowej doprowadza  mnie do wrzenia.

Z  Santa Marta do granicy z Venezuela jest jakies 250 km, przyjemna droga. Lancuch i zebatka styrane jak zloto, mam nadzieje ze kupie te czesci w Maracaibo, choc nie powiem ze pewnie sie nie czuje na tak zjechanym sprzecie.

Venezuela, pierwsza stacja benzynowa za granica, tankuje do pelna, place zeta(jednego peelena jak ktos woli) za 20 litrow benzyny, dookola wiekszosc wozkow to amerykanskie krazowniki szos z pieciolitrowymi silnikami.

W Maracaibo kupuje czesci do motocykla, w koncu kurna jakis bonus…

Dolary w Venezueli.

Oficjalny, zanizony , kurs dolara w obiegu bankowym to ok 2200 bs za sztuke , na czarnym rynku mozna dostac od 4000 bs za dolara w gore. Jesli wbijasz do Venezueli tylko z karta bankomatowa cala impreza kosztuje Cie 2 razy wiecej.

W wyniku tak prowadzonej polityki pienieznej Venezulela ma 70% inflacje  w ciagu roku.

Nic to czesci mam wracam na granice. Dostaje nowa wize i nowe papiery na motocykl na kolejne 3 miesiace.

Wrzucam muze, lancuch i zembatka supernowki, droga plaska jak stol…

Czy wspominalem juz ze kocham motur…;-)

 

Dzis z ranca: szczepienie na zolta febre i wizyta u dentysty…

 

powoli  zbieram sie do dalszej czesci tripa….powoli…

 

pozdrawiam serdecznie

 

Pit


Rok

December 4, 2008


 

Bije sie w piers, mea culpa , dlugo znakow nie dawalem…

Prawie 4 miesiace w Kolumbii, 3 i pol miesiaca w Santa Marta…..ufffff…..lubie Kolumbie.

Jakies 2 tygodnie temu przedluzylem wize o kolejne 2 miesiace wiec na bank jestem tu do polowy stycznia.

2 posty temu deklarowalem sie ze wybijam do usa…. zmiana planow…;-)

Tak, kminilem, kminilem i wykminilem. Pewne rzeczy –sprawiny  do obgadania bardziej przy browcu niz do roztrzasania na blogu – znacznie sie skomplikowaly stad wiec zmiana.

Wracam do Rio…;-)

I bardzo siez tego faktu ciesze.

Plan jest wiec taki: w polowie stycznia wybitka z Kolumbii do Wenezueli, pozniej na poludnie do granicy Brazylijskiej, przez dzungle do Manaus, 4 dni lodzia Amazonka do Belem na wybrzezu i Recife, Salvador de Bahia i Rio, motocykl mysle sprzedac w Paragwaju.

Zaszczepic sie musze jeszcze na zolta febre przed ta traska i pomyslec o malarii.

Zawsze powtarzam i powtarzalem ze to jest plan a sami wiecie jak jest z planami szczegolnie w podrozy….

Musze wymienic oczywiscie kilka rzeczy w motocyklu:lancuch i zembatki bo te juz ostro sa zjechane. Jesli ktos ma dostep do tych czesci do mojej kozy Kawasaki klr 650 rok 98 bede bardzo wdzieczny za kontakt w tej sprawie.

Niby koniec tripsona sie  w glowie pojawia, i nie powiem ze nie stesknilem sie za pewnymi mordkami…. ale jeszcze chwila, jeszcze jakis czas…

Coz dalej – hmm czym wiecej podrozuje tym bardziej podrozowac  chce….

Chodza mi po glowie 3 miejsca:Japonia,Afryka lub powrot do Ameryki Poludniowej(Brazylia lub Kolumbia).

 28 listopada minol  rok odkad jestem  w Ameryce Poludniowej, zamknelo sie kolo. Start, ladowanie,mysl: co mnie tu spotka?

Nie mam dzis  fazy na patetyczne podsumowywanie tego roku, ogolnie stwierdze – oby kazdy taki.

Uwazam ze kontynent ten jest po prostu mega  wypasem a to co mnie tu spotkalo to nieprawdopodobna historia . Azja jest rewelacja, nie powiem nie, ale zasadnicz roznica miedzy tymi kontynentami to kontakt z miejscowymi.  W Azji o to ciezej…

Kolumbia

Uwazam ze rozbeznosc miedzy tym jaka jest Kolumbia a jaka ma renome na swiecie to jedno z wiekszych nieporozumien jakie widzialem. Rzeczywistosc kolumbijska idzie zupelnie innym torem…

Kraj dzieli sie na kilka czesci i ludzie z kazdej czesci to zupelnie rozne typy:

Kacaka-centrum (Bogota)

Paisa-wybrzeze pacyfiku (Medellin)

Costenos-wybrzeze Karaibow(Cartahena, Santa Marta)

 

Generalnie kacakas i paisas uwazani sa za pracowitych , costenios jak na moje oko to mega rozjebusy.Rumba-czyli impreza ze znajomymi-to no 1 , praca….

Tempo.

Irytowalo mnie zawsze maxymalne zwolnienie ruchow np. u naszych czarnych braci…;-)

Pamietam swoje pierwsze tygodnie w Rio de Janeiro czy kolejne tu na wybrzezy Kolumbii. Temperatura powoduje ze nie masz za wiele energii.Zuzywa sie jej wiele na chlodzenie organizmu. To jest logiczne wytlumaczenie tego faktu, mimo wszystko uwazam ze lekko przesadzaja z tym oszczedzaniem energii…;-)

Przejde do przyjemnego watku: Muzyka

Kolumbia jak i reszta Poludniowej Ameryki to muzyczna studnia.Na wybrzezu najczesciej mozesz uslyszec to :

bailenato(taneczne beaty, nie nazwal bym tego disco colo ale blisko),  salsa,  rumba, reaggetone.

Jesli chodzi o taniec to salsa kolumbiana zasadniczo rozni sie od klasycznej formy salsy jaka jest odmiana tego tanca z Kuby lub Puerto Rico. Roznica polega na odleglosci tancerzy-kolumbiana tanczona jest cialo przy ciele salsa cubana natomiast jest bardziej zywiolowa wrecz ekwilibrystyczna.

Z tego co slysze, co mowia miejscowi to wspolczesne rytmy  salsy to mega lipa  w porownaniu z tym co bylo dawniej-powiedzmy w latach 80 lub jeszcze wczesniej.

Musze  tu wspomniec o ,,el cantante los todos cantantes’’ czyli piosenkarzu wszystkich piosenkarzy jakim byl  Hectorze Lavoe  rodem z Puerto Rico.

 Muzyka elektroniczna  ma wziecie w wiekszych miastach.

Po kilku tygodniach znalazlem dobry klub z  muzyka  elektroniczna  i dobrym naglosnieniem. Knajpa ma 2 rezydentow djow: Kike-hiszpan, 8 lat w podrozy, 4 lata  w Kolumbii i Luigi-wloch z Neapolu, zona kolumbijka i dziecko. Nie jestem jakos za housami choc house to bardzo  szerokie pojecie w muzyce elektronicznej to podoba mi sie co Ci kolesie graja, bujam…

Klimat miejsca uwazam za bardzo spoczko. Od slowa do slowa poznalem kilka naprawde konkretnych ludzi z tego klubu i milo bardzo.Kike zaproponowal  mi zagranie seta – i poszly konie po betonie….

Ciezko mi wyjasniac ludziom co za rodzaj muzy siedzi we mnie bo pojecie liquid funku jest jeszcze malo znane, z zaznaczeniem slowa jeszcze….

Objasniam  to jako atmosferyczny drum and base a sami tworcy tego gatunku czyli London Electricity, High Contrast, Logistics i reszta  hospital records okresla to jako liquid funk.

Milo, bardzo milo, za tydzien znow gram z czego sie niezmiernie ciesze.

 

Kasa

Klimat z lokalasami jesli chodzi o siano jest bardzo jasny: jestes gringo masz cholernie duzo buly i normalnym a nawet zalecanym jest ogolic Cie ze wszystkiego. Cos ala klimat amerykanina ktory przyjezdza do Polski w latach 80tych. Trzeba sie naprawde postarac zeby znalezc ludzi szczegolnie na wybrzezu choc uwazam ze kolumbijczycy to ludziska z charakterem wiec lepiej mniej a dobrze.

Przyklad: walesam sie po mniej bezpiecznej czesci Santa Marta czyli zona tolerancia podchodzi do mnie typ i proponuje jakis deal mowie mu ze nie ze dzieki bla bla bla. A ze bla, bla, bla trwa 2 minuty w koncu daje mu do zrozumienia ze NIE. Czlenio chce ode mnie kase za to ze gadalismy 2 minuty i to sa 2 bardzo cenne minutu jego jakze cennego czasu, delikatnie mowiac kaze mu isc daleko, ten swoje. Sutuacja staje sie bardziej napieta w koncu koles po kilku bluzgach odpuszcza.

Nastepnego dnia spotykam typa , usmiechniety biegnie do mnie i wita mnie : hola mi amigo, como estas?

Tak jestem jego najlepszym przyjacielem…

Slow pare o zjawisku o ktorym dowiedzialem sie od mojej znajomej parki polsko-irlandzkiej czyli Iana i Karoliny(dziewuchy z Butumia). Goscilem ich ostatnio na chacie-mily chill, dobre rozmowy…

Poznalem ich w Boliwii-co jakis czas spotykamy sie na gringo szlaku.Ian i Karolina spedzili 2 miesiace w Bogocie uczac angola. Nie lubie Bogoty bo pizga tam i leje…

Transmillenium…

Transmillenium, w Bogocie, autobus miejski cos na wage krakowskiego 501 jesli brac czestotliwosc przejazdow. I  nie chodzi mi tu o podobienstwa w postaci przesympatycznego pana kontrolera z ogolona glowa, rodowitego mieszkanca nowej huty w stroju ludowym bo takowego tu nie ma . Panuje zamiast tego dziwny haos na kazdym z przystankow(moze nie na pierwszym i ostatnim) –ludzie wysiadaja i wsiadaja do autobusu w tym samym momencie. Prosta zasada : najpierw wysiadamy pozniej wsiadamy , nie funkcjonuje.Nastepuje przepychanie i przetasowywanie tlumu wsiadajacych i wysiadajacych w drzwiach.

Rzecz kolejna z transmilennium w Bogocie-klasyczne polozenie tylka na siedzeniu w autobusie po uprzednim ustapieniu miejsca nie jest tak prosta, jak  by sie moglo wydawac. W praktyce: pasazer ustepuje miejsca(bardziej z faktu ze wysiada niz ze jest dzentelmenem przez duze DZ) aleosoba ktora zajmuje to miejsce nie od razu siada na tym siedzeniu. Nastepuje jakies 15-20 sekundowe ,,kucanio-wiszenie’’ nad miejscem a w koncu usadzenie dupska. Ludziska z Bogoty twierdza ze jest to jak najbardziej normalne i robia to bo nie chca czuc temperatury innej osoby zaabsorbowanej przez siedzenie…

Co kraj to obyczaj…

 

 

Machizmo czyli latynowski szowinizm.

Sytuacja na wybrzezu wyglada mniej wiecej tak: latynoski macho( krotkie gacie, zero kasy, brak checi do wiekszego wysilku zmieniajacego egzystencje) i  kolumbijka lat 17, niezabezpieczony sex, ciaza…. historia stara jak swiat. W wypadku latynoskiego playboya pelen chill, w przypadku kobiety…

 

Rosalba(rosa-roza, alba-wschod slonca)- piekna,inteligentna, studentka 3 roku inzynierii ladowej. Od 4 lat mieszaja razem ze swoim kolesiem. Jej facet ma oprocz niej jeszcze jedna panne z czym nie kryje ani przed Rossi ani przed innymi.

Konkluzja rozmow na temat machizmo z moim ziomkiem filozofem Robertem bylo: machizmo jest produktem kobiet.

Kiedy mowie to kobietom, przytakuja.

 

Jesli jestesmy juz przy kobietach…;-)

Nie dane mi bylo ogladac wyborow Miss Universe w tym roku . Zwyciezczynia zostala Miss Venezuela choc gringo ziomki twierdzili ze no 2 czyli Vicemiss universe, miss Kolumbia przewyzszala rywalke o klase.  Zla Kolumbia…

Venezuela ma najwiecej utytulowanych Miss Universe w historii tego konkursu. Miss Kolumbii pochodzi z Santa Marta….

Zasadnicza cecha kobiet w Kolumbii jest rzecz ktora nie kosztuje tak naprawde nic a jest tak bardzo cenna: bycie milym.

Faceci sa tez mega spoczko: nie szumia, nie robia problemow.

Generalnie chill

Szczerze mowiac to czuje sie tu bezpiecznie, jasne oczy dookola glowy aleuwazam ze Santa Marta nie nalezy do bardzo niebezpiecznych miejsc. Wezmy np. Quito w Ekwadorze , czy slyszal ktos ze to miejsce jest mega niebezpieczne-raczej nie, ale wielu slyszalo ze Kolumbia jest  niebezpieczna. Doskonale to rozumiem bo sam tak o tym miejscu myslalem, pozniej zaczolem sluchac tych co tu byli a w koncu jestem, tu i teraz, i jest mi dobrze…

 

Rewelacyjna sprawa tego miejsca jest geografia. Wyobrazcie sobie ze 45 km od wybrzeza istnieje szczyt o wysokosci 5775 m.n.p.m-Christobal Colon, w pasmie Sierra Nevada. Wybieram sie wiec  w gory przyszlym tygodniu, musze najpierw obadac sprawe bezpieczenstwa tego miejsca bo ta sa troche  inne klocki niz Santa Marta.

Kilka slow o miejscowkach  w ktorych mieszkalem.
Po pierwsze nie mieszkam w centrum Santa Marta a na granicy dzielnic gairy i rodadero. Ta druga to tupowe turystyczne getto od ktorej oddalam sie jak moge. Problemem apartamentow w Santa Marta jest brak mebli na co nie mozna narzekac w rodadero. Ciezko sie tez gada z miejscowymi na jakikolwiek konkretny temat bo jesli chodzi o to co oni maja i co moga Ci zalatwic to oczywiscie wszystko. Kiedy dochodzi do konkretow nie jest tak rozowo a najczesciej  wogole nie jest.

Pierwszy apartament byl wlasnie w rodadero z Robem i Diana. Nie mialem wplywu na ten wybor , nie zla miejscowka, z widokiem na plaze, tylko szlag mnie trafial jak o 4 rano nadal slyszysz kakofonie miejscowych grajkow z plazy-zagluszali mi fakersi  muze,apartament na 7 pietrze.

Po wyjezdzie Roba i Diany tydzien w nowym a-pe-te z Ianem i Karolina, i 3 tygodnie sam, niiiiice.

W  kilka dni temu przeprowadzilem sie do nowej miejscowki -50 metrow dalej od poprzedniej- ktora wynajmuje z ziomkiem Kentem z Kanady. Przyjemnie bo cicho, duzo powietrza, 4 pietro. Obok balkonu sto drzewo. Noca  zeruja na nim nietoperze, lubie Kolumbie.

 

 

Pit


Z cyklu odgrzewamy kotlety : San Pedro prizon in La Paz

October 8, 2008


8 pazdziernik,Santa Marta, El Rodadero, Kolumbia


 

 Szczerze mowiac badz piszac to wakacje od porozowania sobie klasycznie zrobilem. Chill out sessions … , korzystam z mieszkania  w mieszkaniu a nie w hostelu - gotowanie, muzyka. Biegam  na silke – co  cieszy…;-).Cieplo.Dobrze…

Rzecz o ktorej chce napisac w cyklu odgrzewamy kotlety to wiezienie Swietego Piotra w La Paz. Nie za bardzo spodziewalem sie czegos takiego po Bolivii .

Wiezienia San Pedro jest najwiekszym wiezieniem w stolicy Bolivii, La Paz. Dom dla okolo 1500 wiezniow i kilku osob mieszkajacych we wieziennym hotelu.

Z zewnatrz wszystko wyglada nazwijmy to normalnie: mur, straznicy, kraty…

Po przejsciu  wieziennej bramy wrazenie  wieziezienia znika. Widzisz grupe kolesi grajacych w kosza, bawiace sie dzieci, fryzjera, bar.Wyglada to bardziej jak ulica El Alto -jednego ze slamsow La Paz – niz wiezienie.

San Pedro  podzielony jest na 8 sekcji z celami o roznym poziomie luksusu. Nie ma strazy, mundurow , czy krat w celach. Trafiajac do wiezienia musisz kupic lub wynajac cele.  Aby moc pozwolic sobie na lepsze cele wiekszosc pracuje w wiezieniu. Sa: stolarzami, fryzjerami, kucharzamu, pucybutami, naprawiaja sprzet RTV, sprzedaja warzywa.

Cele najlepszej sekcji Los  Pinos to duwpoziomowe apartamenty z osobnymi lazienkami, kablowka i internetem.

Po krotkiej prezentacji wiezienia przez zkacowanego z lekka Stew z Poludniowej Afyki trafiamy do celi portugalczyka Francisco. Z tego co widze jest on tu najwiekszym cwaniakiem wsrod 8 gringo wiezniow. Sympatyczny czlowiek, mieszka w calkiem celkiem celi ze swoja dziewczyna wietnamko-polka . On czestuje nas cherbata a ona klepie w lapciaka pracujac nad stronka internetowa fundacji wiezienia(online) . Pani Pokrywka jest po osiedzeniu wyroku…

W murach wieziennych znajduje sie hotel dla odwiedzajacych, szpital i kilka kosciolow

 

Okolo 200 dzieci zyje tu ze swoimi  ojcami. Mlodsze chodza do jednego z dwoch przedszkoli wieziennych, starsze do szkol publicznych poza wiezieniem. Ich matki sa z reguly w innych wiezieniach.

Wynajecie celi o powierzchni 4 metrowkwadratowych kosztuje 80  bolivianos za miesiac(10 osd). Koszt drozszej celi to 1000-1500 usd za dwupozimowy apartament .

Wlascicielem jednego  z luksusowych cel  jest tzw  ,,Avion baron’’ przylapany z 4.3 tony prochu w swoim prywatnym samolocie.

Powodem pobytu 80% wiezniow sa narkotyki. 75% czeka na na rozprawe.

W ciagu dnia jest relatywnie bezpiecznie, w nocy czesto w ruch ida kosy.

Srednio 5 osob umiera miesiecznie  w wiezieniu z powodow naturalnych badz  w ,,wypadku’’. Policjo rzadko ingeruje.

Wiezniowie nadal maja prawo do glosowania w wyborach narodowych. Politycy czesto odwiedzaja wiezienie oczekujac poparcia w wyborach…

Coca –cola(wlasciwie Embol bolivijski  wlasciciel praw do produkcji ) ma wylacznosc na i  sprzedaz i reklame w wiezieniu z zakazem dla innych marek. W zamian oferuje pieniadze, krzesla,stoliki i firmowe parasole.

Wielu wiezniow zyje z turystyki sprzedajac pamiatki odwiedzajacym.  Cena odwiedzin dla gringos to 200 bolivianos (25 usd).

Od czasu do czasu wladze wiezienia zakazuja odwiedzin przez gringo. Z tego co mowil Francisco jeden gringo zostal zamordowany i jedna gringo panna zgwalcona wewnatrz zakladu.

Wiezienie wyposazone jest w dobrej klasy labolatorium do produkcji prochu. Czesc procesow produkcyjnych odbywa sie  w celach , najwazniejsze w laboratorium.

Kazdy sektor ma swoja druzyne pilkarska, miedzy druzynami czasami dochodzi do transferow zawodnikow…

Wiezniowie przeznaczaja okolo 20 000 usd na hazard zwiazany z footbolem wewnatrz murow.

Corocznie kazdy z sektorow deleguje lidera i sekretarza finansowego.

 

Tak wlasnie wyglada rzeczywistos wiezienia San Pedro w La Paz. Bolivia.

Wiecej na temat wiezienia  San Pedro mozna znalezc w ksiazce pt.,,Marchingpowder’’ autorstwa Rusty Younga  ze zdjeciami  Nielsa van Ipervena

W sumie sa 3 rzeczy ktore pozamiataly mna w Bolivii: moturzenie po Salar de Uyuni, wspinaczka na Huayne Potosi i wizyta w wiezieniu San Pedro. Rewelacyjny kraj. Czytalem o parce polakow ktorzy zostali pobici i okradzeni  w trakcie przejazdzki lewa  taxa w La Paz.Rewelacyjny kraj tylko czasami trafisz na bata.

Jestem juz drugi miesiac  w Kolumbii i miesiac w Santa Marta mieszkajac  z ajriszami Robem, Diana i jej kolumbijskim chlopakiem  Charlie.Rob to ciekawa persona, koles lat 24, profesjonalny gracz w pokera, ziomek codziennie od poniedzialku do piatku  spedza 6 godzin na necie grajac w karciochy, lojac dupy innym pokerzysta i tym samym zarabiajac na podroze. Diana i Charlie – jej kolumbijski chlopak w calosci sponsorowany z kieszeni Diany to z kolei inna historia.(…) W mieszkaniu maja jeszcze jeden pokoj , zaproponowalem im wynajecie pokoju, dogadalismy sie . Do konca miesiaca mieszkam z nimi. Pozniej Panama mam nadzieje.  Szczerze to zamotke mam lekka w glowie cholera, nic to cos wymysle. Poza tym skorzystam ze stacjonarnego trybu zycia i moze w koncu naprawie plyte glowna w lapciaku, powymieniam czesci  w moturze, zaceruje niejedna dziure  w gaciach, etc.

Milo obserwuje sie rzeczywistosc Kolumbijska.

 

Lapsko i Kejt zdrowia , siana i milosci na nowej drodze golabeczki. Zal mi nie byc na weselichu ale taki lajf, next time…;-)

Mazi milo ze  mi robisz na glowe w zwiazku z apdejtami bloga.

Dziesiaty  miesiac bujany.

todo bien…

Milo ze tu zagladacie..;-)

acha …wrzucilem nowe foty do katalogu santa marta …

pozdro

 

Pit