Aktualny trip: AMERYKA POŁUDNIOWA

Jestem w drodze.... 28 listopada 2007 laduje w Rio de Janeiro i dalej... wbijam do Boliwii następnie Peru, Ekwador i Kolumbia. Celem jest droga...

Blog
Foty

pitblama.com

BLOG:

foty z tripów

zdjęcia uporządkowane wg tripów

wpisy z tripów:

wpisy uporządkowane wg tripów

2005karakoram

chiny xinjang > Iran > Nepal > Pakistan > Rosja > Turcja > Tybet

2006holandia, uk

na rowerze

Brasil!!!!!

March 28, 2011

24 marzec 2011

Na pokladzie statku Nellio  Correa  plynacego  Amazonka, miedzy Manaus a Belem, Brazylia.

 

Po dluzszym postoju w Kolumbii, 7 tygodni temu , wyjechalem…

Zatrzymalem sie w Santa Marta wiele chwil temu bo chcialem odpoczac, chcialem odpoczac od podrozowania, wrocic do rutyny, po to zeby z powrotem wbic na traske. Nigdy nie przypuszczalem ze sie tyle zasiedze…;-)

Kto podrozowal dluzszy czas wie o czym mowa. Wszystko ma swoj czas i miejsce.A w Kolumbii latwo sie zatrzymac…

Widze tez jak ja sie zmienilem przez ten poludniowoamerykanski trip.

Miejsce to ludzie, kilka slow o ludziach z ktorymi milo bylo spedzic czas i przegadac godziny.

Stig- o tym ziomku juz wspominalem, Stig wrocil do Santa Marta na stale, wyluzowal z szerokim punrockiem i zwiazal sie na powaznie z Maris, panna ktora barzdo lubie. Jakis czas temu sie zareczyli, kilka dni temu okazalo sie ze Maris jest w ciazy. Sa szczesliwi…

Kike-kiedy zamieszkalem  z Kike na dachu edificja Ceballos na poczatku docieralismy sie jak spirytus ze slamsow z woda. Ale w koncu wyszla z tego niezla woda i dzis pozytywnie odbieram tego ziomaska. Kike jak my wszyscy jakis czas temu ,, was going bananas”, w koncu wyluzowal chlopak i zwiazal sie z Aida, mloda ale bardzo dojrzala jak na swoj wiek panna. Kilka miesiecy temu przyszedl do mnie z wiadomoscia ze zostane wujkiem.Por Dios!!!!!

Stwierdzilem ze jest to zdecydowany znak ku temu zeby ruszyc dalej w droge a im dac czas na przygotowanie pokoju w ktorym mieszkalem dla dziecka. Bedzie to dziewczynka…;-)

Johanowicz czyli Johan Malezyjczyk z Australii mega zakochany w Marcie i czekam tylko na znaki kiedy slub…;-). Johan plynal z Tonym z Kolumbii do Panamy tym samym jachtem.

A ja..

Jak nie trudno sie domyslic ja tez stracilem glowe dla pewnej Kolumbijki,  i nie jestem pierwszym anie nie ostatnim gringo ktoremu sie to zdarzylo(nieprawdaz Filipie;-))

Rosalbelena bo tak brzmi jej imie, doprowadzila moje zmysly do skrajnegop wrzenia.  Mieszanka krwi hiszpanskiej, afrykanskiej i indianskiej. ,,I have lost myself´´ jak spiewa Fisherspooner. Zupelnie zapomnialem o swiecie i stracilem grunt pod nogami. Wiele sie z tego zwiazku nauczylem .

Patrze na Johana zakochanego w Marcie, i widze ze koles odchodzi od zmyslow na mysl o tej dziewczynie , mowie mu- dude jestes na maxa zabujany w Marcie. Ni, nie stary nie jestem- odpowiada Johan.

Ja tez tak mowilem…

Nie wiem co jesty w tej poludniowoamnerykanskiej ziemi ale jest  wniej  zdecydowanie wiecej emocji niz rozsadku.

Dobra bedzie juz tego wynurzania sie , jade dalej….

 

16 lutego wybilem z Kolumbii. Chwile mi to zajelo…. Dawno temu plan byl taki ze jade do USA albo do Kanady ale plany sie zmienily i zamiast tego zdecydowalem ze wracam do Brazylii, do Rio de Janeiro , miejsca od ktorego zaczela sie bujana po tym wyczesanym kontynencie. Skonczyla mi sie wiza amerykanska wiec wujek Sam nie byl by na tyle laskawy zeby mnie przyjac w swoje ,,skromne´´progi.

Dojechalem do Maracaibo , pierwszego miasta za granica kolumbijsko wenezuelska w celu zakupu kolejnej  tylnej zembatki ktora mi sie juz konczyla ale mega niefart taki ze sklep w ktorym zawsze ta czesc kupowalem mial remanent, fart taki ze  w serwisie Yamahy spotkalem spoczko ziomaskow u ktorych skonczylem na chacie a nastepnego dnia pomogli mi przy rozkmince z moturem. Dali mi tez namiary na traski w Wenezueli – zdecydowalem wiec ze jade droga poludniowa przez Los Llanos a pozniej do Santa Elena de Uairem. 8 dni moturzenia non stop przez Wenezuele po ktorych dobijam do Santa Elena,  15 km od granicy z Brazylia. Zmienilem sposob pakowania- zero bagazu na plecach i zamiast 3 dni jazdy i conajmniej jednego dnia przerwy jak robilem to wczesniej zrobilem 8 dni non stopem z jokerem na fejsie.

Benzyn nadal tani w Wenezueli 1 pln za 20 litrowy bak 95 oktanowego paliwa…

Wiele ludzi ostrzega przed Wenezuela. Tak jak kilka lat temu Kolumbia byla niebezpieczna a Wenezuela w miare spoczko, teraz sytuacja jest odwrotna . A dojechac Cie moga nie tylko  miejscowe rzezimieszki ale takze policja. Pamietam jak www.tierralatina.pl opisywal sytuacje w Caracas kiedy zostal zatrzymany przez patrol policji, przeszukany i na jego oczach wyjeto z portfela 150 usd. Kiedy koles zaczol protestowac kazano mu sie zamknac, a policjant ostrzegl ze jesli bedzie skakal to oskarza go o posiadanie koksu.

Kiedy w Kolumbii zatrzymuje Cie policja jest to cos ala wesoly  patrol ktory pyta:

-Skad Jestes?

-Z Polski.

-I motor z Polski przytargales?

-N ie, kupilem w Argentynie

-I co, z Argentyny z motorem statkiem przyplynoles czy samolotem przyleciales?

-Nie, nie przyjechalem z Argentyny na motorze

-To jest droga miedzy Argentyna a Kolumbia?…

 

Wesoly patrol

 

Wkrece Wam historie Mikko, kozackiego Fina ktory jest hardcorowym travellersem i jak to nasze babcie mawiaja z niejednego pieca chleb jadl. Mikko pracowal kilka lat temu jako kucharz na statku ,,Queen Elizabeth 2´´ , po czym zaczol podrozowac az w koncu po 8 latach bujany dotarl do Kolumbii.Blog Mikka www.chemicaljourney.com-wiecej chyba nie musze objasniac…

Mikko byl w Santa Marta jakis czas temu przez  kilka miesiecy..Kiedy konczyla mu sie wiza zrobil klasyczmny wiza run na granice dostal wyjazd z Kolumbii, wjazd do Wenezueli, chcial od razu wyjezdzac z Wenezueli i wracac do Kolumbii ale kolesie sie przyczepili do ,,przepisu ´´ktory niby mowi ze musisz byc 72  godziny w Wenezueli zeby z niej wyjechac.  Koles olal to i bez pieczatki wyjazdu wbil na granice Kolumbijska i dostal wjazd do Kolumbii.

Kiedy po 2 miesiacach wjechal do Wenezueli kolesia od razu to obczaili i klasycznie sie dopiepszyli.

Zaczeli mu wkrecac ze jest przemytnikiem i nielegalnie oposcil Wenezuele. Fakt faktem Mikko nie chcial dac nikomu w lape w odpowiednim momencie a po krotkim czasie sprawa stala sie oficjalna i wsadzili go do pierdla. Po kilku dniach w sali bez klopa z 50 wenezuelczykami wyszedl w tym co mial na sobie, bez plecaka , paszportu, kart i kasy. Plus czeki podrozne  za  ktore AmEx nie zwrocil mu kasy. Kilka dni mieszkal u jednego misjonarza z Finlandii po czym dostal paszport z Ambasady i wrocil do Santa Marta na wyluzowanie posladow…

Moral z tej bajki  taki – dont fuck around with Wenezuelan cops

3 miesiece temu Mikko wrocil do Santa Marta . Przekiblowal chwile u mnie na klapie i szybko znalazl chate do wynajecia. Chilluje teraz ze Stigiem , Johanem i swoja kolumbijska Negra w Santa Marta.

Dojechalem do Santa Elena z zamiarem dluzszego chillingu i wyjscia na Roraime.

Oczywiscie wszyscy medrcy tego swiata wkrecali ze nie mozna na ten trek isc samemu i oczywiscie ze trzeba isc z agencja. Ja man , jak ja to lubie…

Drugiego dnia w Santa Elena poznalem  kolesia ktory z mordy swojsko sie prezentowal. Okazalo sie ze poznany  ziomek to Vincent ,  stary panczur z Litwy  i ze chce isc na ten trek samemu nastepnego dnia.

Bujalem z Tonym Montana przyszla wiec kolej na kolejna postac swiatowego kina  Vincenta Vege (choc Missys Mielones zabraklo tym razem). Dogadalismy sie ze poczeka na mnie jeden dzien i idziemy razem. Kupilem zarcie , wypozyczylimy najwiekszy i najciezszy koher na swiecie  ktory to mialem niesamowita przyjemniosc targac i nastepnego dnia pojechalismy.

 

We wiosce z ktorej ten trek sie zaczyna-Parapetui- oczywiscie pytanie z jakim przewodnikiem idziemy i ze musimy miec przewodnika. I tak srali nam na leb Ci przewodnicy ktorych milalismy przez caly ten trekking .

Trek zajebisty , widoczki mega kozackie. Roraima jest na granicy Wenezueli, Brazylii i Guyany. Wychodzac na szczyt ktory ma malo ze szczytu bo jest plaskim masywem o powierzchni kilku kilometrow kwadratowych ma sie wrazenie ze jestes na ksiezycu(pisze tak jakbym conajmniej na ksiezycu byl i mial porownanie…;-)

Agencja ten trek robi  6 dni, zrobilismy go w 4 : 2 dni na gore, jeden dzien na gorze i jeden dzien powrot.

Na gorze spotkalismy parke Argentynczykow wczesniej poznanych w Santa Elena ktorzy chcieli isc z nami ale w koncu poszli z agencji, ich przewodnik zaczol cos buczec ze zadenoncjune nas policji, ta zadenoncjuje, u nas w Polsce mowi sie na to podpierdoli..

Stwierdzamy  z Winventem Vega ze ostatniego dnia idziemy do konca czyli ze szczytu do wioski i wbijamy tam po zmroku gdzie czeka moj motur. Jakies 2 godziny do Parapetui spotykamy miejscowego tragarza z latarka w jednej lapie i kosa w drugiej  ktory stoi przy drodze i pyta czy nie mijalismy jakiejs panny przewodniczki, whatever, nie mijalismy zadnej,wiec koles mowi ze w takim razie jak nam to nie przeszkadza to wraca z nami. Spoczko. A pol co Ci ta kosa ziomek?

A koles na to ze po zmroku rozne rzeczy lubis sie dziac i to dla bezpieczenstwa…

Dobilismy do wioski po 12 godzinach marszu tego dnia, na koncu klolem na czym swiat stoi i wydaje mi sie ze ktos nas klasycznie podpierdolil bo i policja od razu do nas wyskoczyla z jakim przewodnikiem idziemy. Podalismy imie czlowieka z kosa, ktory zostal za nami i to zdalo egzamin.

Po wbitce do Santa Elena spie i jem , spotykamy naszych znajomych Argentynczykow ktorzy wrocili z trekku zdolowani  na maxa bo jakis kozack ukradl  im  dosc sporo kasy i karty kredytowe podczas trekkingu.

Faza jest taka z Wenezuela ze jesli wybierasz kase z bankomatu to dostalesz bule po przeliczniku oficjalnym, w przypadku dolara jest to 4 Bolivates Fuertes za dolara natomiast jesli wymieniasz dolary na ulicy dostalesz 8 BSf. Kazdy wiec wie ze wiekszosc  gringos buja sie z wieksza iloscia gotowki.

Po trekingu przychillowalem chwile w Santa Elena i spotkalem sie z Dori Polaczek , stara znajoma ze studiow ktora wbila do Wenezueli ze spoczko grupa  6 osob z Polski ktorych byla przewodniczka. Sa plany na grubsza kminke wiec jak sie dogadamy to mniej wiecej w lutym przyszlego roku robimy  Kolumbie jako impreze zorganizowana. O szczegolach bede dawal znaki.

W Santa Elena mialem lekko zamotke bo byl to ostatni punkt w ktorym mialem zadecydowac co dalej: bralem pod uwage Guyane, Surinam i Guyane Francuska ale ostatecznie zdecydowalem ze jade od kopa 1000 km z granicy do Manaus a a z tam szukam lodzi do Belem. Po drodze spotkalem kolesia Bernarda Francuza ktory mieszka w Guyanie francuskiej i podruzuje po Ameryce Poludniowej Honda Transalp , przychilowalismy wiec w tym samym hotelu i powymienialismy info o traskach.W sumie te 1000 km zrobilem w 2 dni co jest niezlym wynikiem. Jakies 300 km  na polnoc od Manaus znajduje sie rezerwat indian na terenie ktorego zatrzymywanie sie jest zabronione, chodzi tu o to ze indianie ,, pozwolili´´ na wybudowanie jedynej driogi z Manaus do Wenezueli przy czym zastrzegli ze nikt nie ma prawa sie zatrzymywac.Kilka lat temu doszlo do walk policji z tymi plemionami w wyniku ktorych zostalo zastrzelonych wielu indian w zwiazku  z powyzszym niezatrzymywanie sie to bardziej kwestia bezpieczenstwa niz nie niepokojenie indian…Obawialem sie deszczu, zwykle kiedy ostro pada klasycznie sie zatrzymuje, w tym wyppadku musialbym pilowac te 150 km w deszczu. Na szczescie nie padalo. W zwiazku z tym ze Manaus lesy w sercu Brazylijskiej Amazoni spodziewalem sie bedzie wiecej natury niz przemyslu a wjechalem do 2 milonowej metropolii z milionem samochodow i drogami szybkiego ruchu. Widac tez ze jest duzo kasy w Manaus i sporo Brazylijczykow przyjezdza tu  w poszukiwaniu pracy.

Spedzilem tu troche wiecej czasu niz planowalem ze wzgledu na fakt ze lodzie do Belem wyplywaja tylko w srody i piatki.

Kupilem bilet od miejscowego dilera: 100 baksow za mnie i 100 baksow za motocykl. Oczywiscie przy zaladunku kapitan zaczol wydzwaniac do kolesia ktory sprzedal mi bilet ze co za deala on zrobil ze stowa za ten wielki motur to za malo, pogralismy chwile w gre zwana cierpliwosc, i po wydzwanianiu do dilera i wyzycie dilera ostatecznie zaladowalismy motur na statek. Nie bylibysmy w Ameryce Poludniowej gdybysmy nie wyplyneli z 6 godzinnym opoznieniem ale to szczegol tutaj jak zwykle.

Kozacki ten tripson Amazonka, pilujemy na jednym  z dwoch silnikow wiec obsowka wieksza bedzie .

Jak niektorzy zauwazyli postawilem posta na www.horizonsunlimited.com i na faczboku o sprzedazy motocykla. Wiec raz jeszcze tutaj:

Kawasaki KLR 650 na sprzedaz w Rio de Janeiro w polowie maja.

Rocznik 1998 , przebieg 69 000 km i juz klasycznie info dla dziewczyn, kolor :szafirowo-zielony z odcieniem niebieskiego

Jesli jest ktos zainteresowany czekam na znaki i maile na priva pitblama@gmail.com

4 noce w hamaku na pokladzie Nellio Correa, mialem obawy jak sie bedzie kimalo tak dlugo w hamaku ale powiem szczerze ze calkiem calkiem i zamienie chyba kempingowanie z namiotu na hamak, no chyba ze komary bede rypaly to przejde do srodka…;-)

Jutro jestesmy w Belem a pozniej juz tylko 5000 km do Rio de Janeoro wybrzezem Atlantyku.

W polowie maja chce byc  w Rio, poczatkiem czerwca albo sprzedaje motur na granicy albo jade do Paragwaju gdzie moge go sprzedac na ulicy u dilerow motocyklowych. I zdecydowalem ze bede szukal lodzi na poczatek czerwca  (choc to odrobine pozno)  z Brazyli do Europy albo do Afryki Polnocno-Zachodniej. Mega milo by bylo wrocic jachtem. Jeslli ktos ma jakies info czekam na znaki. Jesli nie jachtem to wracam do Jurop samolotem.

Wiec koniec bujany poludniowoamerykanskiej zbliza sie duzymi krokami ale koncowka mysle ze wypasiona bedzie , jak na razie koza jak zloto.Chos szczerze mowiac to czuje ze to nie koniec  z Ameryka Poludniowa, za duzo slonca tu zeby nigdy juz tu nie wracac….;-)

Oki doki, koncze wiec i zapodaje maila onlajn.

 ps. Mazowsze dzieki wielkie za pomoc ziom, sprawdzilem wlasnie co i jak i jest git, doszlo…;-)

 

 

Peace

 

Pit


Piraci z Karaibow czesc 2

October 14, 2010

Dobijamy  na Jamajke, pchani przez  dingy…fo fak sejk 😉

Dziwne te jamany na tej Jamajce, czasami na maxa irytujacy no  ale tego typu kolesi spotyka sie wszedzie. Jezyk jamajski-mistrzostwo swiata – i wydaje sie ze jesli znasz angielski to ich skumasz-no way.

Dobrte zarcie i okazuje sie ze wiekszosc ludzi lubi i potrafi dobrze gotowac. Owoc  Aki z ryba, mistrz swiata.

Na Jamajce na lad schodzi  Andreas i leci do Europy.

Zrobilismy jednego tripsona na najwyzsza gore na Jamajce-Blue Mountain.Rasta  ktory nam organizowal tego tripsona(fuckin turists!!!)  tak to wszystko wykminil ze w drodze do schroniska zatrzymalismy sie w Kingston na lancz. A  zeby bylo ciekawiej to lanczowalismy  w dzielnicy w ktorej kilka dni wczesniej wprowadzony byl stan wyjatkowy na skutek wojny miejscowych gangow.

Pamietam jak nas rasta zagail o ten trekking  w montego bay:

-Ja man, jestem przewodnikiem rekomendowanym przez lonely planet, macie lonely planet?

-Nie

Zeglujecie?

-Tak

 

Tripson na Niebieska Gore , w kazdym razie, kozacki. Ciekawe jest to jak bardzo zmienil sie matrix.Nagle z mega niebieskiej, wodnej i praktycznie dwuwymiarowej rzeczywistosci wbijamy w zielone gory w formacie 3d. Rasta z lekka sciemniony no ale nie mozna miec wszystkiego naraz widocznie….

Muzyka – pierwszym kolesiem ktory otworzyl mi oczy na jamajskie rytmy byl Malik. Reage, ragga, dancehall. Pozniej dzieki ekipie z Jaracza doszly duby.

Zapodalem sobie wlasnie jamajskie radio zeby mi sie lepiej pisalo…;-)

 Ludziska, radio na Jamajce miazdzy, calymi dniemi sluchalem na jachcie  rasta beatow.Pozytywnie.

Z kina:

 ,,Cool runnings´´ film oparty na historii jamajskiej reprezentacji bobslejowej(!!!!!) na zimowych  igrzyskach  w calgary w 1988 roku-polecam

,,Rockers´´-tego chyba nie musze reklamowac trzeba zobaczyc

Ok, jedziemy , a raczej plyniemy dalej czyli na Kuuube-jasna dupa co za tripson!!!!!!!!

 

Pierwszym portem do ktorego dobijamy  jest Santiago de Cuba. Na poklad wbija kubanskie komando foki z 2 psami….czego sie spodziewac tym bardziej ze plyniemy z Jamajki.

Znajduja 38 ziaren ….dostajemy 300 usd kary, upsssssss!!!!!!!!!!!!!

Kiedy zapytano Tonego Halika o miejsce do ktorego chcialby wrocic wskazal na Kube.

Na Kubie  z jachtu schodzi Stig i Johny, bujaja chwile w hotelu , a pozneij wynajmuja woz z 1957 roku i bujaja nim z Santiago de Cuba do Havany skad leca do dom.

Helen schodzi na lad i leci do dom tambien.

Ja skladam Tonemu miesieczne wypowiedzenie o koncu naszej wspolpracy.

Kuba weszla mi od tzw strzala. Piekna ta Kuba, system z lekka zkaszaniony ale reszta jak najbardziej.

Komunizm w tropikach.
Jesli przyjrzec sie systemowi ktory panuje na Kubie to jest to lekka sciema, utopia komunistyczna piekna w slowach ale niestety nie funkjonujaca na modelu zwanego homo sapiens. Srednie wynagrodzenie  to 20 usd na miesiac wiec ludziska kombinuja i zalatwiaja(jakze komunistyczne slowa)  ile tylko moga. W Trinidadzie przyciolem z miejscowym  ziomkiem bajere. Koles ma krowe w swojej stajni, daje jej jesc ale zabic i zjesc nie moze, za to panstwo moze!

Jesli by zjadl ta krowe idzie do wiezienia…

Godzina internetu kosztuje 6 baksow i lajfaja nie uswiadczysz.

Do portu w ktorym stacjonuje ,,Tranquility´´ zakaz  wstepu kubanczykom. Na jacht tez nie maja wstepu bez wzgledu na miejsce.

Poznalem panne  ktora jest profesjonalna tancerka, podrozuje po calym swiecie i tanczy reprezentujac  Kube na konkursach miedzynarodowych . Stwierdzila ze  ten system dal jej szanse jakiej by nie miala z jej pochodzeniem i kolorem skory, i ona ta szanse wykorzystala.

Ktos inny argumentowal ze dobrz rzecza systemu jest mala przestepczosc, niskie spozycie narkotykow z czym sie zgodze.

Kubanczycy to mega pogodni i weseli i inteligentni ludzie. Zyja w systemie w jakim zyja ale staraja sie czerpac z niego ile moga i chyba im sie to udaje.

Poznalismy w panne z Kanady Megan ktora studiowala w Havanie i powkrecala nam kilka historii:

Prostutucja i stosunek do sexu-wyobrazcie sobie ze czesto dochodczi do tego ze kubanska para idzie na tzw lowy.

Chlopak badz maz jest alfonsem swojej wybranki. Lokalni maczo argumentuja cala ta sytuacje tym ze przeciez nie jest to mozliwe zeby kubanka mogla sie przespac z obcokrajowcem z milosci bo porzeciez obcokrajanie sa zimni i nie wiedza co to amor, a jesli nie jest to mozliwe to przeciez nic zlego sie nie stanie jesli obydwoje zarobia troche siana na sexie bez amora…;-)

 

Havana mi sie zajebiscie podobala, po prostu dobrze sie tam czulem. No ale nie dane nam bylo posiedziec tam dlugo. Czekala nas bujana z powrotem na Jamaike z trzema  spoko kolesiami z Australii ktorych spotkalismy kilka dni wczesniej.

Czyli jest nas szostka na trasce z Kuby na Jamaike. Cholera  poczatek lipca i czuc ten czas huraganow na Karaibach. Morze zmarszczone i pelne mocy, pieknie sie obserwuje burze z odleglosci majac nad soba gwiazdy ale jak juz  w nia wbijamy to inna bajka.  Z pewnych powodow tracimy prawie caly zapas slodkiej wody w zbiornikach i decydujemy ze zawijamy na Kajmany zeby zatankowac i odpoczac chwile. 2 dni na kajmanach , 24 godziny zeglowania i  z powrotem jestesmy na Jamajce.

Plan byl zeby przed sezonem huraganow dobic do Kolumbii ale Tony decyduje ze nie plyniemy do Kolumbii, jacht zostaje na Jamajce a on leci do na wesele do kanady. Ilan leci do  Izraela kontynuowac studia, chlopaki  z Australii wracaja na Kube a ja za kilka dni lece do Kolumbii gdzie czeka na mnie wylansowana globtroterka Kasia czyli pierwsza osoba z ziomkow ktora mnie odwiedza w Kolumbii. Pokulalismy z mala Kate dosyc dobrze po okolicy, pogaworzylismy  po polsku i pobrechtalismy zdrowo, generalnie zajebisty czas.

Zachorowalem na zagle, jesli ktos z was ma ochote i zajawke na zeglowanie zdecydowanie polecam. Zycie na morzu jest tak inne od tego na ladzie ze moglbym to porownac do przejscia na druga strone lustra. Wiele dowiadujesz  sie o sobie i o innych, uczysz sie cierpliwosci i opanowania.  Jesli lubisz nature to zeglowanie to absolutny ,,natural high¨jesli chodzi o obcowanie z tym co piekne, prawdziwe i proste. Zeglujac w nocy znajdujesz sie w miejscu gdzie nie przeszkadza zadne swiatlo dzieki czemu niebo jest pelne gwiazd, od dolu po horyzont woda, od horyzonu  wzwyz niebo, a niebo na Karaibach(i nie tylko;-)) jest  wypasem. Kombinacja dwoch zywiolow czyli wody i wiatru jest rzecza ktora ciezko opisac a nalezy przezyc.Uwazam ze tak jak podroze zmieniaja percepcje swiata tak zeglowanie zmienia je jeszcze bardziej.

Niesmialo zaczynam marzyc o wlasnym jachcie…;-), ale powoli….

Czesto kiedy mowie o plywaniu, wiekszosc  mowi  ze tak, ze zajebiscie ale ta choroba morska.Bylem pewien ze tez bede mial z tym problemy ale porzeciez jak bym mogl zrezygnowac z farta jakiego dalo mi zycie przez taka pierdole.

Zajebisty klimat to bujana w dwie osoby i uwazam ze na jachcie ta liczba to jest wlasnie to.Spotkalem kilka jachtow z dziecmi na pokladzie i mysle ze pobujac  z dzieciakami zanim jeszcze nie pojda do szkoly bylo by pieknie….ale to jeszcze chwile musi poczekac…;-)

Coz dalej , miesiac  temu pewien kolumbijczyk zaproponowal mi wspolprace przy czarterach jachtu z Kolumbii do Panamy. A ze sie nie dogadalismy wiec nie bedziemy wspolpracowac…;-).

W niedziele jade do Wenezueli  odnowic wize i papiery do mojej kozy i pobujac chwile moturem bo juz 8 miesiacy nie bujalem cholera. A celem jest pustynia czyli rejon la Guajira blisko granicy.

To chyba wszystko z nowosci.

Coz moge w kwestii podsumowan zapodac,

life is still good…enjoy!!!!!!!

 

Pit


Piraci z Karaibow

August 31, 2010

Santa Marta, Kolumbia,30 sierpien 2010

 

Witam Wszystkich serdecznie. Nie dawalem znakow przez czas dlugi –
nadrabiam wiec zaleglosci….;-), a jest o czym pisac mysle.

 

Bedzie troche niechronologicznie czyli zaczne od tego co sie dzialo
przez ostatnie pol roku a pozniej postaram sie opisac  pozostaly czas
w Kolumbi.

 

ZAGLE

 

Od czego by tu zaczac?

 

Od marzen  chyba, bo to od nich wszystko sie zaczyna… bujajac przez
lady, gory i morza 😉 szukam pomyslow  na kolejne tripy-byl rower w
Azji , jest motur w Ameryce Poludniowej.

 

Wymyslilem pewnego razu , ze moze kiedys… w dalekiej przyszlosci …mega kozacko
by bylo… zeglowac po Karaibach jachtem…

 

Podczas kilku rozmow przy kawie  dzielilem sie tym
pomyslem z innymi ludzmi. Sprzedalem tez ten pomysl miedzy innymi  Tonemu Montanie,
temu samemu z ktorym bujalem przez hameryke przez jakis czas.

 

Tony wybil z Kolumbi  jachtem do Panamy a pozniej polecial do Europy
zachaczajac o Krakow,  gdzie przekimal kilka nocy u Filutow w hostelu i
wychlal kilka litrow wodki w Swietej Krowie….pozrowienia dla Filitow i
barmanow z Krowy ofkors;-). Zawinol z powrotem do Australii ale jak nie pierwszy i nie ostatni po
tego typu porozy nie mogl zagrzac miejsca. W pazdzierniku zeszlego
roku pogadalismy konkretnie i co sie okazalo: koles robi patenty
zeglarskie i chce kupic jach na karaibach(!!) i chce  robic biznesy  transportujac turystow  z  Kolumbii do Panamy i z powrotem.

 Zaproponowal mi wspolprace – zgodzilem sie …;-)

 11 stycznia tego roku  wyladowalem  na St. Vincente and the
Grenadines, jednej z wysp Antyli Mniejszych na Morzu Karaibskim, gdzie
czekal jacht ktorym kangur byl zainteresowany. St. Vincente jest
klasyczna wyspa na karaibach,  male lotnisko, palmy,  szafirowe
zatoki… Krecono tutaj ,,Piratow z karaibow´´.Na ulicach czarni bracia
czilluja w rytmach reagge…

 Dobrze sie czulem , cholernie bylem podekscytowany.W sumie to po raz
kolejny bardzo mocno poczulem ten stan kiedy nie do konca wierzysz w to co sie
dzieje dookola ciebie, a to co sie otacza jest nowe…ujmujac
to w inny sposob: mega joker na fejsie

 Po przylocie poznalem kapitana jachtu oraz wlasciciela ktory jak sie
okazalo jest gubernatorem tej wyspy(fafarafa bulke przez bibulke…;-).
Na pierwszy test drive jachtu poplynelismy na Mustique, jakies 3
godziny zeglowania z St.Vincene. Pamietam jak klasycznie opadla mi szczena kiedy zobaczylem ta wyspe…Zeglowanie prz konkretnym wietrze i swierzo zlowione ryby, milo.

 Postawmy sprawe jasno: wtym czasie moje doswiadczenie w zeglowaniu to
2 dni z Mackiem I Kuba na omedze w Polanczyku, Tony ma za soba 2 kursy
z Kolumbii do Panamy I 2 tygodnie kursow zeglarskich w Australii.

 21 stycznia wbil Tony. Kilka dni pozniej ,,Sula¨-beneteau 50.5 stop z
1988 roku –trafil do suchego doku w celu ogledzin przez rzeczoznawce.
Po obadaniu jachtu  wyszlo ze nie jest tak kolorowo
jak by moglo sie wydawac. Zdecydowalismy ze lecimy na St.Maarteen
szukac innej opcji…

 St.Maarten jest kolejna wyspa Antyli  Holenderskich na Karaibach,
podzielona na 2 czesci :holenderska I francuska.Oragnizacyjnie czy
administracyjnie bardziej przypomina Europe niz Karaiby, jest to tez
bardzo wazny punkt dla zeglazy oraz wszelkich prac zwiazanych z
jachtami od kupna po naprawy I czesci do szukania pracy na
jachtach.Wizualnie-karaiby jak ta lala…

 Przy odprawie paszportowej na St.Maarten widze 2 panny ktore wygladaja
,,swojsko´´, okazuje sie ze poznane dziewuchy to Marysia z Polski I
Tania z Czech ktore skonczyly kontrakt na luxusowej lodzi  ktora przeplynely przez Atlantyk I przylecialy na  St .Marteen szukac
pracy.Od slowa do slowa wbiljamy  z nimi   do crewhousu czyli hostelu
dla ludzi ktorzy pracuja na statkach…

 Wlascicielem Crewhousu jest Chita mega wychillowana
piecdziesieciolatka z bardzo  pozytywnym podejsciem  do zycia…

 Jest to mega wielki zwrot w calej tej imprezie – miejsce
to ludzie I powiem ze zeglarze to mega charakterna ekipa. Przez kilka
kolejnych dni siedze I slucham….historie jak te w droodze tylko ze tu
droga jest ocean…

 Ludzie w wieku 20-45 lat ,60 procent to faceci, 40% panny.
,,There are three kinds of man:  alive, death and  the sailors…´´ z
ksiazki  Pastwatch: The Redemption of Christopher Columbus autorstwa
Orsona Scotta Carda

 Podstawowym papierem w staraniu sie o prace na statkach jest
certyfikat STCW 95, cos ala kurs BHP na jednostkach plywajacych, no I
doswiadczenie mile widziane jak wszedzie. Zarobki na jachtach i
luxusowych lodziach zaczynaja sie od 1500 euro na miesiac plus
przeloty.

 Jedyna osoba ktora nie miala tego certyfikatu jest mega koles z
UK-Neil,  ktory ma przeplywane 23 000 mil morskich I okazuje sie ze
plynal on z Galapagos do Polinezji Francuskiej razem z Timem -kolesiem  ktory sprzedal mi motocykl  , sam Neil ma mega zajawke na
motocykle…funny life…;-)

 Trwaja wiec poszukiwania jachtu na St. Maarteen, kolejnym celem jest
,,Tranquility´´francuski beneteau  43 stopy,4 kabiny, 2 lazienki,
rocznik 1989. I okazuje sie ze to jest wlasnie ten strzal. W polowie
lutego przenosimy sie  z ladu na jacht.

 Poczatkiem marca w St. Marteen mialy miejsce 30-ste regaty Heinekena,
dealer od ktorego Tony kupil jacht zalatwil nam klientow z  ktorzy
czarterowali jacht na te wlasnie regaty.9 osob z Kanady , bardzo
spoczko ekipka.Na czas regat wbija na jacht Helen laska z Jersey z
doswiadczeniem 4500 przeplynietych mil morskich. Ona tez plynela na
tym samym jachcie z Neilem z Wysp Kanaryjskich na St. Lucie w regatach
ARC(Atlantic Rally for Cruisers)

 Na regaty pojawie sie w crewhousie ekipa z Polski:Kuba I Maciek
Wierusz oraz  Kuba Pawluk-najmlodszy kapitan regat transatlantyckich
ARC w zeszlym roku. Ekypa  ziomali ze stolycy zeby nie bylo
niedomowien…

 Po pierwszym dniu regat spotykamy sie z naszymi klientami na miescie a
pozniej kontynuujemy impreze z Polakami….

 Wracamy na jacht zajebani jak autobusy.Ja , Tony I Helen. W nocy wiatr
zmienia kierunek I ,,Tranquility´´ zaczyna ciagnac kotwice, o 4 w nocy
budza mnie wrzaski Helen. Okazuje sie ze nasz  jach zaczal napierdalac
w inny jacht I jest mega lipa, . Wychodzimy z tego calo ale blisko
bylo do rozdupcenia 2 jachtow…

 Drugi dzien regat to naprawde kozackie zeglowanie…konczymy go  na drugiej pozycji  w grupie.

 Kolejne tygodnie to przygotowania jachtu , naprawy, etc… I powoli
zbiera sie ekipka na tripa po karaibach, a ta ekipa to:ja I Tony
oczywiscie, wspomniana wczesniej Helen, Ilan z Izraela z 5500 milami
morskimi przeplynietymi na koncie i Andreas-ziomek z Austrii ktory
plynal przez Atlantyk  na tej samej lodzi co Marysie I Tania.

 Na test driva plyniemy na Antigue , jakes 24 godziny z St.Maarten.
Przejebane warunki, rzygam…I zastanawiam sie jak ja do cholery bede
bujal dalej z takim zoladkiem.

 Okazuje sie ze nie jestem sam – Andreas  tez strzela pawia…ziomus 😉

 Kilka slow o chorobie morskiej-bedac szczeniakiem zdarzylo mi sie raz
czy dwa strzelic pawia w technikolorze na spodnice przesympatycznej
pani siedzacej obok  w autobusie i wiedzialem ze na statkach tez mnie
bierze…

 Choroba jak kazda, niektorzy ja dostaja inni nie. Wazna sprawa dla
mnie to dobrze zjesc przed wyjsciem z portu, w zadnym wypadku nie
wyplywac z pustym zoladkiem, jesli cos sie zaczyna dziac to gapic sie
na horyzont,  zajac sie czyms  lub polozyc sie w pozycji poziomej
lepiej na zewnatrz niz w srodku.  Jest tez to kwestia treningu , czym
wiecej plywasz tym rzadziej Cie dopada. Mnie  po dluzszym pobycie na
ladzie przy kiepskich warunkach  na morzu dopada, telepie przez dzien
lub dwa I przechodzi.

 Antigua naprawde kozacka wyspa, zrobilismy kilka trekingow  z Ilanem
I Czita ktora przebila z nami tez na tego tripa. Bylismy tam podczas
lokalnych regat , pieknie. Same jachty jako konstrukcja I srodek
transportu to klasyczna poezja romanyczna…Sa mega doskonale w formie I
sposobie poruszania sie. Kosztuja tez cholernie duzo siana i to jest ta
nieromantyczna strona tej imprezy.

 Przyklad:wybijamyz Antigui z powrotem do St.Maarten, wszystko
przygotowane , odpalamy silnik, lipa ,nie odpala. Koszt nowego
rozrusznika 1500 usd…

 Mowi sie ze sa 2 najpiekniejsze dni w zyciu wlasciciela jachtu: dzien
w ktorym go kupuje i dzien w ktorym go sprzedaje…

 Ok , wracamy do St.Maarten, jest kwiecien , jachty powoli zaczynaja
wyplywac w kierunku Europy i Ameryk chroniac sie tym przez sezonem
huraganow ktory na Karaibach zaczyna sie oficjalnie w lipcu a dla
ubezpieczycieli w czerwcu.

 Koncem kwietnia  wyplywamy na traske…!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 Plan tripa: Wyspy Dziewicze, Dominikana, Jamaika, Kuba, Mexyk I
kolejno caly czas wybrzezem  Ameryki Centralnej do Panamy I Kolumbii

 Planowany czas przyplyniecia do Panamy: 26 czerwiec

 Ekipa:Helen, ja, Tony, Andreas I Ilan

 W St Maarten poznalem spoczko kolesia – Johna z Kanady, koles w dobie kryzysu wieku sredniego stwierdzil ze dzieci odchowane, praca w marketingu juz tak nie inspiruje – popierdolil to I w wieku 39 lat zaczol zeglowac.

 Robi to juz 7 lat, kiedy spytalem czy on by nie chcial miec jachtu
powiedzial  mi ze 6 lat temu kupil jacht I po 4 miesiacach go sprzedal
kiedy zrozumial ile to kosztuje

 ,,What fucks, flies and floats – rent it don’t buy it´´ ze go zacytuje …;-)

 Powiedzial mi tez bardzo wazna rzecz odnosnie zycia na jachcie czyli o
spinkach , bo jak bardzo romantyczna jest idea zeglowania musisz miec
naprawde dobrana ekipe zeby nie bylo nieporozumien, tzw.powerplays,
etc.- jak w zyciu, jednych tolerujesz a innych nie.

 Ludzie sie tez w duzym stopniu zmieniaja na morzu.
,,Relacje I interakcje ludzi na morzu´´ wdzieczny temat na  prace
doktorska z socjologi lup psychologii …;-)

 Jestes na malej przestrzeni ze stosunkopwo duza iloscia osob,
wiekszosc czasu spadzasz na jachcie I jesli dochodzi do spinek nie
mozesz po prostu wyjsc , odreagowac I wrocic za kilka dni.

 Tak wiec wyplywamy…4 kolesi I laska…

 Zajebiscie , w koncu , po calym procesie poszukiwan , kminek, napraw,
imprez,poznawania ludzi wyplywamy.Piekny to dzien jak sie wyplywa…

 Pierwsza destynacja to Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Spedzamy tam jakies
2 tygodnie. Pierwszy raz plywam z rura I maska I to co sie dzieje pod
woda powala mnie na kolana…wodny swiat…Madre Dios!!!!!!!!

 Od czasu do czasu podczas zeglowania pojawiaja sie delfiny ktore
towazysza lodzi przez moment(!!!!!!!!!!!!!). Z Wysp Dziewiczych
plyniemy dalej na Dominikane, 2 dniowy trip.

 Okazuje sie ze na Dominikane wbija sie moj mega ziom Stig z Norwegii,
I wbija na jacht…!!!

 Stig jest jednym  z najbardziej pozytywnych osob  ktore  znam.
Koles ma 41 lat ale bawi sie jak szczeniak I ma przy tym leb na karku,
moj motur stoi u niego w garazu w Santa Marta. Kiedy Tony bujal u mnie
w Santa Marta przekulalismy kilka imprez ze Stigiem. Norwegowie
–wikingowie. Stig kiedy mieszkal w Norwegii mial jacht I lubi
madafaker wode. Mega sie ucieszylem na spotkanie z ziomaskiem. Oprocz
niego podbil na jacht John, wielki giza z londka,nie znalem go dobrze
wczesniej ale okazal sie spoczko typem.

 Czyli jest nas 7 , wczesniej cisnienia wystepowaly I nadal wystepuja,
ale nowe twarze na pokladzie wiec zaczynamy od poczatku…  Dominikana ,
ten lad jako pierwszy ujrzal Kolumb po raz pierwszy w 1492 roku,
piekne wybrzeze i piekna wyspa , naprawde impessiv…Lekka lipa bylo
tylko to ze nie pobujalismy wiele po ladzie no ale …

 Startujemy z Dominikany na Jamaike czyli jak na razie na najdluzsza
traske 440 mil morskich, planowane 3 dni.Taki byl plan tyle ze nie
wzielismy waznej rzeczy przy bezwietrznej pogodzie mianowicie zuzycia
paliwa I pojemnosci bakow…(;-))

 Na wysokosci Haiti wylaczamy silnik bo okazuje sie ze ropy malo
zostalo. I co dalej…obgadujemy sprawiny czy wbijamy na Haiti szukac
paliwa czy nie ryzykujemy I plyniemy dalej czekajac na wiatr-plyniemy
dalej. Przez 3 kolejne dni wychodzac na poklad widzisz to samo :Haiti

 Kolejna kozacka sprawa w zeglowaniu jest lowienie ryb, uwielbiam…

 3 rodzaje ryb ktore nam sie udaje lapac to :

1.Barracuda-podobno wieksze egzemplarze moga byc na Karaibach trujace,
silna ryba,ostre zeby,…

 2.Mahi -mahi- moja faworytka, zielono –niebiesko-zolta Mahi-mahi, I
jej biale mieso.Jakosc tego miesa I rozmiary ryb to klasyczne
mistrzostwo swiata.

 3. Tunczyk-nie wiele tego bylo ale tunczyk na swierzo  z sosem I
cytryn …. Nie spodziewalem sie ze swierzy tunczuk ma taki
smak… palce lizac

 

Wiec lowimy ,uprawiamy ryby, smazymy je, kminimy, staramy sie nie
zrzedzic. Wspominam to jako dobry czas ze Stigiem ktory okazuje sie
widziec rzeczywistosc w ten sam- co ja- sposob…Johny w sumie tez.

 

Generalnie duzo gadamy I polewamy ze wszelkich komplikacji.

 

Wiatru nie ma za wiele wiec uruchamiamy spinaker, ktorego  to rozrywa
wiatr kiedy stoje za sterem… Helen wpada na pomysl pozszywania zagla
I daje ten pomysl rade.Spinaker z powrotem lopocze.

 

Po 7 dniach, konczac pchani przez dingy (maly ponton do transportu z
jachtu na lad) dobijamy na Jamajke

 

JA  MAAAAAAN…

 

Dobra mysle ze jest juz co czytrac wiec wrzucam text na strone i biore
sie za kontynuacje opowiesci czyli Jamajka, Kuba, Kajmany, Jamajka I
Kolumbia. Jest tez kilka ciekawych tematow ktorymi chcialbym sie
podzielic.

 

Postaram sie wrzucic foty na strone zeby zobrazowac  to bardziej, mam
nadzieje ze tym postem wywolam jokera na fejsie  admina  Dava I
ruszymy z fotami dalej…;-)

 

Pozdro serdeczne ziomaski , chwile mnie nie bylo ale wracam do
zywych…czekam na znaki od Was

 

Peace

 

Pit


zyje, zyje tylko chwile znaku nie dawalem…;-)

January 22, 2009

Santa Marta,Kolumbia, 20 styczen 2009

 

Nadrabiam zaleglosci….;-)

 

Zaczne od tripa do Venezueli.

Wjezdzajac do Kolumbii doslalem wize na 3 miechy i papiery na motocykl (dokument czasowego importu  pojazdu) rowniez na 3 miesiace.  W polowie listopada przedluzylem wize o kolejne 2 miesiace a papiery na motocykl o 25 dni. Kiedy zalatwialem przedluzenie papierow na motocykl sam szef biura DIAN zapewnial mnie ze po prostu po 25 dniach zalatwiamy dalsze przedluzenie z tymi samymi procedurami jak za pierszym razem.

Na 3 dni przed  wygasnieciem waznosci papierow wbijam do biura DIAN , znajoma pani zza biurka mowi mi ze klasycznie jutro to zalatwimy….

Nie ma problemu, upewniam sie ze wszystko jest ok.

Ostatniego dnia kiedy moge odnowic te cholerne papiery, znajoma pani i szef biura wkrecaja mi ze nie moge zrobic tego w ich biurze, musze jechac do tego samego biura ale w innym miescie.

Stwierdzilem ze nie bede tracil czasu  i energii na rozmowy z tymi ludzmi.Jade do Venezueli.

Nie jest to pierwszy raz kiedy chaos ktory  panuje w Ameryce Poludniowej doprowadza  mnie do wrzenia.

Z  Santa Marta do granicy z Venezuela jest jakies 250 km, przyjemna droga. Lancuch i zebatka styrane jak zloto, mam nadzieje ze kupie te czesci w Maracaibo, choc nie powiem ze pewnie sie nie czuje na tak zjechanym sprzecie.

Venezuela, pierwsza stacja benzynowa za granica, tankuje do pelna, place zeta(jednego peelena jak ktos woli) za 20 litrow benzyny, dookola wiekszosc wozkow to amerykanskie krazowniki szos z pieciolitrowymi silnikami.

W Maracaibo kupuje czesci do motocykla, w koncu kurna jakis bonus…

Dolary w Venezueli.

Oficjalny, zanizony , kurs dolara w obiegu bankowym to ok 2200 bs za sztuke , na czarnym rynku mozna dostac od 4000 bs za dolara w gore. Jesli wbijasz do Venezueli tylko z karta bankomatowa cala impreza kosztuje Cie 2 razy wiecej.

W wyniku tak prowadzonej polityki pienieznej Venezulela ma 70% inflacje  w ciagu roku.

Nic to czesci mam wracam na granice. Dostaje nowa wize i nowe papiery na motocykl na kolejne 3 miesiace.

Wrzucam muze, lancuch i zembatka supernowki, droga plaska jak stol…

Czy wspominalem juz ze kocham motur…;-)

 

Dzis z ranca: szczepienie na zolta febre i wizyta u dentysty…

 

powoli  zbieram sie do dalszej czesci tripa….powoli…

 

pozdrawiam serdecznie

 

Pit