Aktualny trip: AMERYKA POŁUDNIOWA

Jestem w drodze.... 28 listopada 2007 laduje w Rio de Janeiro i dalej... wbijam do Boliwii następnie Peru, Ekwador i Kolumbia. Celem jest droga...

Blog
Foty

pitblama.com

BLOG:

foty z tripów

zdjęcia uporządkowane wg tripów

wpisy z tripów:

wpisy uporządkowane wg tripów

2005karakoram

chiny xinjang > Iran > Nepal > Pakistan > Rosja > Turcja > Tybet

2006holandia, uk

na rowerze

zyje, zyje tylko chwile znaku nie dawalem…;-)

January 22, 2009


Santa Marta,Kolumbia, 20 styczen 2009

 

Nadrabiam zaleglosci….;-)

 

Zaczne od tripa do Venezueli.

Wjezdzajac do Kolumbii doslalem wize na 3 miechy i papiery na motocykl (dokument czasowego importu  pojazdu) rowniez na 3 miesiace.  W polowie listopada przedluzylem wize o kolejne 2 miesiace a papiery na motocykl o 25 dni. Kiedy zalatwialem przedluzenie papierow na motocykl sam szef biura DIAN zapewnial mnie ze po prostu po 25 dniach zalatwiamy dalsze przedluzenie z tymi samymi procedurami jak za pierszym razem.

Na 3 dni przed  wygasnieciem waznosci papierow wbijam do biura DIAN , znajoma pani zza biurka mowi mi ze klasycznie jutro to zalatwimy….

Nie ma problemu, upewniam sie ze wszystko jest ok.

Ostatniego dnia kiedy moge odnowic te cholerne papiery, znajoma pani i szef biura wkrecaja mi ze nie moge zrobic tego w ich biurze, musze jechac do tego samego biura ale w innym miescie.

Stwierdzilem ze nie bede tracil czasu  i energii na rozmowy z tymi ludzmi.Jade do Venezueli.

Nie jest to pierwszy raz kiedy chaos ktory  panuje w Ameryce Poludniowej doprowadza  mnie do wrzenia.

Z  Santa Marta do granicy z Venezuela jest jakies 250 km, przyjemna droga. Lancuch i zebatka styrane jak zloto, mam nadzieje ze kupie te czesci w Maracaibo, choc nie powiem ze pewnie sie nie czuje na tak zjechanym sprzecie.

Venezuela, pierwsza stacja benzynowa za granica, tankuje do pelna, place zeta(jednego peelena jak ktos woli) za 20 litrow benzyny, dookola wiekszosc wozkow to amerykanskie krazowniki szos z pieciolitrowymi silnikami.

W Maracaibo kupuje czesci do motocykla, w koncu kurna jakis bonus…

Dolary w Venezueli.

Oficjalny, zanizony , kurs dolara w obiegu bankowym to ok 2200 bs za sztuke , na czarnym rynku mozna dostac od 4000 bs za dolara w gore. Jesli wbijasz do Venezueli tylko z karta bankomatowa cala impreza kosztuje Cie 2 razy wiecej.

W wyniku tak prowadzonej polityki pienieznej Venezulela ma 70% inflacje  w ciagu roku.

Nic to czesci mam wracam na granice. Dostaje nowa wize i nowe papiery na motocykl na kolejne 3 miesiace.

Wrzucam muze, lancuch i zembatka supernowki, droga plaska jak stol…

Czy wspominalem juz ze kocham motur…;-)

 

Dzis z ranca: szczepienie na zolta febre i wizyta u dentysty…

 

powoli  zbieram sie do dalszej czesci tripa….powoli…

 

pozdrawiam serdecznie

 

Pit


Rok

December 4, 2008


 

Bije sie w piers, mea culpa , dlugo znakow nie dawalem…

Prawie 4 miesiace w Kolumbii, 3 i pol miesiaca w Santa Marta…..ufffff…..lubie Kolumbie.

Jakies 2 tygodnie temu przedluzylem wize o kolejne 2 miesiace wiec na bank jestem tu do polowy stycznia.

2 posty temu deklarowalem sie ze wybijam do usa…. zmiana planow…;-)

Tak, kminilem, kminilem i wykminilem. Pewne rzeczy –sprawiny  do obgadania bardziej przy browcu niz do roztrzasania na blogu – znacznie sie skomplikowaly stad wiec zmiana.

Wracam do Rio…;-)

I bardzo siez tego faktu ciesze.

Plan jest wiec taki: w polowie stycznia wybitka z Kolumbii do Wenezueli, pozniej na poludnie do granicy Brazylijskiej, przez dzungle do Manaus, 4 dni lodzia Amazonka do Belem na wybrzezu i Recife, Salvador de Bahia i Rio, motocykl mysle sprzedac w Paragwaju.

Zaszczepic sie musze jeszcze na zolta febre przed ta traska i pomyslec o malarii.

Zawsze powtarzam i powtarzalem ze to jest plan a sami wiecie jak jest z planami szczegolnie w podrozy….

Musze wymienic oczywiscie kilka rzeczy w motocyklu:lancuch i zembatki bo te juz ostro sa zjechane. Jesli ktos ma dostep do tych czesci do mojej kozy Kawasaki klr 650 rok 98 bede bardzo wdzieczny za kontakt w tej sprawie.

Niby koniec tripsona sie  w glowie pojawia, i nie powiem ze nie stesknilem sie za pewnymi mordkami…. ale jeszcze chwila, jeszcze jakis czas…

Coz dalej – hmm czym wiecej podrozuje tym bardziej podrozowac  chce….

Chodza mi po glowie 3 miejsca:Japonia,Afryka lub powrot do Ameryki Poludniowej(Brazylia lub Kolumbia).

 28 listopada minol  rok odkad jestem  w Ameryce Poludniowej, zamknelo sie kolo. Start, ladowanie,mysl: co mnie tu spotka?

Nie mam dzis  fazy na patetyczne podsumowywanie tego roku, ogolnie stwierdze – oby kazdy taki.

Uwazam ze kontynent ten jest po prostu mega  wypasem a to co mnie tu spotkalo to nieprawdopodobna historia . Azja jest rewelacja, nie powiem nie, ale zasadnicz roznica miedzy tymi kontynentami to kontakt z miejscowymi.  W Azji o to ciezej…

Kolumbia

Uwazam ze rozbeznosc miedzy tym jaka jest Kolumbia a jaka ma renome na swiecie to jedno z wiekszych nieporozumien jakie widzialem. Rzeczywistosc kolumbijska idzie zupelnie innym torem…

Kraj dzieli sie na kilka czesci i ludzie z kazdej czesci to zupelnie rozne typy:

Kacaka-centrum (Bogota)

Paisa-wybrzeze pacyfiku (Medellin)

Costenos-wybrzeze Karaibow(Cartahena, Santa Marta)

 

Generalnie kacakas i paisas uwazani sa za pracowitych , costenios jak na moje oko to mega rozjebusy.Rumba-czyli impreza ze znajomymi-to no 1 , praca….

Tempo.

Irytowalo mnie zawsze maxymalne zwolnienie ruchow np. u naszych czarnych braci…;-)

Pamietam swoje pierwsze tygodnie w Rio de Janeiro czy kolejne tu na wybrzezy Kolumbii. Temperatura powoduje ze nie masz za wiele energii.Zuzywa sie jej wiele na chlodzenie organizmu. To jest logiczne wytlumaczenie tego faktu, mimo wszystko uwazam ze lekko przesadzaja z tym oszczedzaniem energii…;-)

Przejde do przyjemnego watku: Muzyka

Kolumbia jak i reszta Poludniowej Ameryki to muzyczna studnia.Na wybrzezu najczesciej mozesz uslyszec to :

bailenato(taneczne beaty, nie nazwal bym tego disco colo ale blisko),  salsa,  rumba, reaggetone.

Jesli chodzi o taniec to salsa kolumbiana zasadniczo rozni sie od klasycznej formy salsy jaka jest odmiana tego tanca z Kuby lub Puerto Rico. Roznica polega na odleglosci tancerzy-kolumbiana tanczona jest cialo przy ciele salsa cubana natomiast jest bardziej zywiolowa wrecz ekwilibrystyczna.

Z tego co slysze, co mowia miejscowi to wspolczesne rytmy  salsy to mega lipa  w porownaniu z tym co bylo dawniej-powiedzmy w latach 80 lub jeszcze wczesniej.

Musze  tu wspomniec o ,,el cantante los todos cantantes’’ czyli piosenkarzu wszystkich piosenkarzy jakim byl  Hectorze Lavoe  rodem z Puerto Rico.

 Muzyka elektroniczna  ma wziecie w wiekszych miastach.

Po kilku tygodniach znalazlem dobry klub z  muzyka  elektroniczna  i dobrym naglosnieniem. Knajpa ma 2 rezydentow djow: Kike-hiszpan, 8 lat w podrozy, 4 lata  w Kolumbii i Luigi-wloch z Neapolu, zona kolumbijka i dziecko. Nie jestem jakos za housami choc house to bardzo  szerokie pojecie w muzyce elektronicznej to podoba mi sie co Ci kolesie graja, bujam…

Klimat miejsca uwazam za bardzo spoczko. Od slowa do slowa poznalem kilka naprawde konkretnych ludzi z tego klubu i milo bardzo.Kike zaproponowal  mi zagranie seta – i poszly konie po betonie….

Ciezko mi wyjasniac ludziom co za rodzaj muzy siedzi we mnie bo pojecie liquid funku jest jeszcze malo znane, z zaznaczeniem slowa jeszcze….

Objasniam  to jako atmosferyczny drum and base a sami tworcy tego gatunku czyli London Electricity, High Contrast, Logistics i reszta  hospital records okresla to jako liquid funk.

Milo, bardzo milo, za tydzien znow gram z czego sie niezmiernie ciesze.

 

Kasa

Klimat z lokalasami jesli chodzi o siano jest bardzo jasny: jestes gringo masz cholernie duzo buly i normalnym a nawet zalecanym jest ogolic Cie ze wszystkiego. Cos ala klimat amerykanina ktory przyjezdza do Polski w latach 80tych. Trzeba sie naprawde postarac zeby znalezc ludzi szczegolnie na wybrzezu choc uwazam ze kolumbijczycy to ludziska z charakterem wiec lepiej mniej a dobrze.

Przyklad: walesam sie po mniej bezpiecznej czesci Santa Marta czyli zona tolerancia podchodzi do mnie typ i proponuje jakis deal mowie mu ze nie ze dzieki bla bla bla. A ze bla, bla, bla trwa 2 minuty w koncu daje mu do zrozumienia ze NIE. Czlenio chce ode mnie kase za to ze gadalismy 2 minuty i to sa 2 bardzo cenne minutu jego jakze cennego czasu, delikatnie mowiac kaze mu isc daleko, ten swoje. Sutuacja staje sie bardziej napieta w koncu koles po kilku bluzgach odpuszcza.

Nastepnego dnia spotykam typa , usmiechniety biegnie do mnie i wita mnie : hola mi amigo, como estas?

Tak jestem jego najlepszym przyjacielem…

Slow pare o zjawisku o ktorym dowiedzialem sie od mojej znajomej parki polsko-irlandzkiej czyli Iana i Karoliny(dziewuchy z Butumia). Goscilem ich ostatnio na chacie-mily chill, dobre rozmowy…

Poznalem ich w Boliwii-co jakis czas spotykamy sie na gringo szlaku.Ian i Karolina spedzili 2 miesiace w Bogocie uczac angola. Nie lubie Bogoty bo pizga tam i leje…

Transmillenium…

Transmillenium, w Bogocie, autobus miejski cos na wage krakowskiego 501 jesli brac czestotliwosc przejazdow. I  nie chodzi mi tu o podobienstwa w postaci przesympatycznego pana kontrolera z ogolona glowa, rodowitego mieszkanca nowej huty w stroju ludowym bo takowego tu nie ma . Panuje zamiast tego dziwny haos na kazdym z przystankow(moze nie na pierwszym i ostatnim) –ludzie wysiadaja i wsiadaja do autobusu w tym samym momencie. Prosta zasada : najpierw wysiadamy pozniej wsiadamy , nie funkcjonuje.Nastepuje przepychanie i przetasowywanie tlumu wsiadajacych i wysiadajacych w drzwiach.

Rzecz kolejna z transmilennium w Bogocie-klasyczne polozenie tylka na siedzeniu w autobusie po uprzednim ustapieniu miejsca nie jest tak prosta, jak  by sie moglo wydawac. W praktyce: pasazer ustepuje miejsca(bardziej z faktu ze wysiada niz ze jest dzentelmenem przez duze DZ) aleosoba ktora zajmuje to miejsce nie od razu siada na tym siedzeniu. Nastepuje jakies 15-20 sekundowe ,,kucanio-wiszenie’’ nad miejscem a w koncu usadzenie dupska. Ludziska z Bogoty twierdza ze jest to jak najbardziej normalne i robia to bo nie chca czuc temperatury innej osoby zaabsorbowanej przez siedzenie…

Co kraj to obyczaj…

 

 

Machizmo czyli latynowski szowinizm.

Sytuacja na wybrzezu wyglada mniej wiecej tak: latynoski macho( krotkie gacie, zero kasy, brak checi do wiekszego wysilku zmieniajacego egzystencje) i  kolumbijka lat 17, niezabezpieczony sex, ciaza…. historia stara jak swiat. W wypadku latynoskiego playboya pelen chill, w przypadku kobiety…

 

Rosalba(rosa-roza, alba-wschod slonca)- piekna,inteligentna, studentka 3 roku inzynierii ladowej. Od 4 lat mieszaja razem ze swoim kolesiem. Jej facet ma oprocz niej jeszcze jedna panne z czym nie kryje ani przed Rossi ani przed innymi.

Konkluzja rozmow na temat machizmo z moim ziomkiem filozofem Robertem bylo: machizmo jest produktem kobiet.

Kiedy mowie to kobietom, przytakuja.

 

Jesli jestesmy juz przy kobietach…;-)

Nie dane mi bylo ogladac wyborow Miss Universe w tym roku . Zwyciezczynia zostala Miss Venezuela choc gringo ziomki twierdzili ze no 2 czyli Vicemiss universe, miss Kolumbia przewyzszala rywalke o klase.  Zla Kolumbia…

Venezuela ma najwiecej utytulowanych Miss Universe w historii tego konkursu. Miss Kolumbii pochodzi z Santa Marta….

Zasadnicza cecha kobiet w Kolumbii jest rzecz ktora nie kosztuje tak naprawde nic a jest tak bardzo cenna: bycie milym.

Faceci sa tez mega spoczko: nie szumia, nie robia problemow.

Generalnie chill

Szczerze mowiac to czuje sie tu bezpiecznie, jasne oczy dookola glowy aleuwazam ze Santa Marta nie nalezy do bardzo niebezpiecznych miejsc. Wezmy np. Quito w Ekwadorze , czy slyszal ktos ze to miejsce jest mega niebezpieczne-raczej nie, ale wielu slyszalo ze Kolumbia jest  niebezpieczna. Doskonale to rozumiem bo sam tak o tym miejscu myslalem, pozniej zaczolem sluchac tych co tu byli a w koncu jestem, tu i teraz, i jest mi dobrze…

 

Rewelacyjna sprawa tego miejsca jest geografia. Wyobrazcie sobie ze 45 km od wybrzeza istnieje szczyt o wysokosci 5775 m.n.p.m-Christobal Colon, w pasmie Sierra Nevada. Wybieram sie wiec  w gory przyszlym tygodniu, musze najpierw obadac sprawe bezpieczenstwa tego miejsca bo ta sa troche  inne klocki niz Santa Marta.

Kilka slow o miejscowkach  w ktorych mieszkalem.
Po pierwsze nie mieszkam w centrum Santa Marta a na granicy dzielnic gairy i rodadero. Ta druga to tupowe turystyczne getto od ktorej oddalam sie jak moge. Problemem apartamentow w Santa Marta jest brak mebli na co nie mozna narzekac w rodadero. Ciezko sie tez gada z miejscowymi na jakikolwiek konkretny temat bo jesli chodzi o to co oni maja i co moga Ci zalatwic to oczywiscie wszystko. Kiedy dochodzi do konkretow nie jest tak rozowo a najczesciej  wogole nie jest.

Pierwszy apartament byl wlasnie w rodadero z Robem i Diana. Nie mialem wplywu na ten wybor , nie zla miejscowka, z widokiem na plaze, tylko szlag mnie trafial jak o 4 rano nadal slyszysz kakofonie miejscowych grajkow z plazy-zagluszali mi fakersi  muze,apartament na 7 pietrze.

Po wyjezdzie Roba i Diany tydzien w nowym a-pe-te z Ianem i Karolina, i 3 tygodnie sam, niiiiice.

W  kilka dni temu przeprowadzilem sie do nowej miejscowki -50 metrow dalej od poprzedniej- ktora wynajmuje z ziomkiem Kentem z Kanady. Przyjemnie bo cicho, duzo powietrza, 4 pietro. Obok balkonu sto drzewo. Noca  zeruja na nim nietoperze, lubie Kolumbie.

 

 

Pit


Z cyklu odgrzewamy kotlety : San Pedro prizon in La Paz

October 8, 2008


8 pazdziernik,Santa Marta, El Rodadero, Kolumbia


 

 Szczerze mowiac badz piszac to wakacje od porozowania sobie klasycznie zrobilem. Chill out sessions … , korzystam z mieszkania  w mieszkaniu a nie w hostelu - gotowanie, muzyka. Biegam  na silke – co  cieszy…;-).Cieplo.Dobrze…

Rzecz o ktorej chce napisac w cyklu odgrzewamy kotlety to wiezienie Swietego Piotra w La Paz. Nie za bardzo spodziewalem sie czegos takiego po Bolivii .

Wiezienia San Pedro jest najwiekszym wiezieniem w stolicy Bolivii, La Paz. Dom dla okolo 1500 wiezniow i kilku osob mieszkajacych we wieziennym hotelu.

Z zewnatrz wszystko wyglada nazwijmy to normalnie: mur, straznicy, kraty…

Po przejsciu  wieziennej bramy wrazenie  wieziezienia znika. Widzisz grupe kolesi grajacych w kosza, bawiace sie dzieci, fryzjera, bar.Wyglada to bardziej jak ulica El Alto -jednego ze slamsow La Paz – niz wiezienie.

San Pedro  podzielony jest na 8 sekcji z celami o roznym poziomie luksusu. Nie ma strazy, mundurow , czy krat w celach. Trafiajac do wiezienia musisz kupic lub wynajac cele.  Aby moc pozwolic sobie na lepsze cele wiekszosc pracuje w wiezieniu. Sa: stolarzami, fryzjerami, kucharzamu, pucybutami, naprawiaja sprzet RTV, sprzedaja warzywa.

Cele najlepszej sekcji Los  Pinos to duwpoziomowe apartamenty z osobnymi lazienkami, kablowka i internetem.

Po krotkiej prezentacji wiezienia przez zkacowanego z lekka Stew z Poludniowej Afyki trafiamy do celi portugalczyka Francisco. Z tego co widze jest on tu najwiekszym cwaniakiem wsrod 8 gringo wiezniow. Sympatyczny czlowiek, mieszka w calkiem celkiem celi ze swoja dziewczyna wietnamko-polka . On czestuje nas cherbata a ona klepie w lapciaka pracujac nad stronka internetowa fundacji wiezienia(online) . Pani Pokrywka jest po osiedzeniu wyroku…

W murach wieziennych znajduje sie hotel dla odwiedzajacych, szpital i kilka kosciolow

 

Okolo 200 dzieci zyje tu ze swoimi  ojcami. Mlodsze chodza do jednego z dwoch przedszkoli wieziennych, starsze do szkol publicznych poza wiezieniem. Ich matki sa z reguly w innych wiezieniach.

Wynajecie celi o powierzchni 4 metrowkwadratowych kosztuje 80  bolivianos za miesiac(10 osd). Koszt drozszej celi to 1000-1500 usd za dwupozimowy apartament .

Wlascicielem jednego  z luksusowych cel  jest tzw  ,,Avion baron’’ przylapany z 4.3 tony prochu w swoim prywatnym samolocie.

Powodem pobytu 80% wiezniow sa narkotyki. 75% czeka na na rozprawe.

W ciagu dnia jest relatywnie bezpiecznie, w nocy czesto w ruch ida kosy.

Srednio 5 osob umiera miesiecznie  w wiezieniu z powodow naturalnych badz  w ,,wypadku’’. Policjo rzadko ingeruje.

Wiezniowie nadal maja prawo do glosowania w wyborach narodowych. Politycy czesto odwiedzaja wiezienie oczekujac poparcia w wyborach…

Coca –cola(wlasciwie Embol bolivijski  wlasciciel praw do produkcji ) ma wylacznosc na i  sprzedaz i reklame w wiezieniu z zakazem dla innych marek. W zamian oferuje pieniadze, krzesla,stoliki i firmowe parasole.

Wielu wiezniow zyje z turystyki sprzedajac pamiatki odwiedzajacym.  Cena odwiedzin dla gringos to 200 bolivianos (25 usd).

Od czasu do czasu wladze wiezienia zakazuja odwiedzin przez gringo. Z tego co mowil Francisco jeden gringo zostal zamordowany i jedna gringo panna zgwalcona wewnatrz zakladu.

Wiezienie wyposazone jest w dobrej klasy labolatorium do produkcji prochu. Czesc procesow produkcyjnych odbywa sie  w celach , najwazniejsze w laboratorium.

Kazdy sektor ma swoja druzyne pilkarska, miedzy druzynami czasami dochodzi do transferow zawodnikow…

Wiezniowie przeznaczaja okolo 20 000 usd na hazard zwiazany z footbolem wewnatrz murow.

Corocznie kazdy z sektorow deleguje lidera i sekretarza finansowego.

 

Tak wlasnie wyglada rzeczywistos wiezienia San Pedro w La Paz. Bolivia.

Wiecej na temat wiezienia  San Pedro mozna znalezc w ksiazce pt.,,Marchingpowder’’ autorstwa Rusty Younga  ze zdjeciami  Nielsa van Ipervena

W sumie sa 3 rzeczy ktore pozamiataly mna w Bolivii: moturzenie po Salar de Uyuni, wspinaczka na Huayne Potosi i wizyta w wiezieniu San Pedro. Rewelacyjny kraj. Czytalem o parce polakow ktorzy zostali pobici i okradzeni  w trakcie przejazdzki lewa  taxa w La Paz.Rewelacyjny kraj tylko czasami trafisz na bata.

Jestem juz drugi miesiac  w Kolumbii i miesiac w Santa Marta mieszkajac  z ajriszami Robem, Diana i jej kolumbijskim chlopakiem  Charlie.Rob to ciekawa persona, koles lat 24, profesjonalny gracz w pokera, ziomek codziennie od poniedzialku do piatku  spedza 6 godzin na necie grajac w karciochy, lojac dupy innym pokerzysta i tym samym zarabiajac na podroze. Diana i Charlie – jej kolumbijski chlopak w calosci sponsorowany z kieszeni Diany to z kolei inna historia.(…) W mieszkaniu maja jeszcze jeden pokoj , zaproponowalem im wynajecie pokoju, dogadalismy sie . Do konca miesiaca mieszkam z nimi. Pozniej Panama mam nadzieje.  Szczerze to zamotke mam lekka w glowie cholera, nic to cos wymysle. Poza tym skorzystam ze stacjonarnego trybu zycia i moze w koncu naprawie plyte glowna w lapciaku, powymieniam czesci  w moturze, zaceruje niejedna dziure  w gaciach, etc.

Milo obserwuje sie rzeczywistosc Kolumbijska.

 

Lapsko i Kejt zdrowia , siana i milosci na nowej drodze golabeczki. Zal mi nie byc na weselichu ale taki lajf, next time…;-)

Mazi milo ze  mi robisz na glowe w zwiazku z apdejtami bloga.

Dziesiaty  miesiac bujany.

todo bien…

Milo ze tu zagladacie..;-)

acha …wrzucilem nowe foty do katalogu santa marta …

pozdro

 

Pit


locombia

September 10, 2008


 

9 wrzesien, Santa Marta, Kolumbia

 

 

 

 

Czesto probuje wybrazic sobie emocje ludzi ktorzy byli przede mna w konkretnym miejscu. Dzidek moich przeziomaskow, Kajtolineusza i Jania, jakis czas temu  sprzedawal polskie helikoptery macho kozakom z Kolumbii.

 

Lata 80 komunistycznej Polski, szaro, buro i pizga. Z tej wlasnie rzeczywistosci Dziadek leci z ekipa do Medellin dilowac helikopterami  z lokalasami. Medellin to miasto w ktorym urodzil sie i zyl Pablo Escobar. Szczyt jego kariery o wlasnie lata 80-te. W roku 1982 tafia do parlamentu.

Inne to czasy chyba bardzo od tych. Z Dziadkowych opowiesci wiem ze ekipa polska delujaca helikopterami kilra razy musila sie chowac pod lozka bo lokalne chlopaki fundowali sobie strzelanine w hotelu.

Kajto jesli Dziadek ma takie same gusta jesli chodzi o kobiety jak Ty jolasku to wizyta w Medellin musiala byc dla niego zdecydowanie niezapomnianym przezyciem…;-)

 

Lonely Planet – najbardziej popularne przewodniki po swiecie rodem z Australii , Melbourne.

Autorem Lonely Planet po Kolumbii(edycja z 2004) jest polak Krzysztof Dydynski, Warszawiak z pochodzenia mieszkajacy w Australii. Jest on przedostatnim autorem sekcji Kolumbia. Ostatni autor przyznal sie na lamach swojej ksiazki ze napisal  przewodnik po Kolumbii nigdy nie bedac  w Kolumbii(edycja z roku 2007 )…

 

Zanim zaczne kolubijskie historie streszcze wybitke z Ekwadoru.

Numero 1:Akcja wpierdol  Tonyego.

La Mariscal w Quito – turystyczne getto, 90% turystow ktorzy tu przyjezdzaja mieszka wlasnie tu. Jak to z tego typu miejscowkami bywa tam gdzie siano i gringos tam tez i roznego rodzaju menty. Kilka osob mowilo  mi zeby bardzo uwazac wlasnie tam. Widac to na pierwszy rzut oka ze mejsce nie jest za bezpieczne.

Coz wiec sie stalo- moj ziom Tony wracal z knajpy z wifi kolo godziny 21. Nie byla to jakas ciemna uliczka, etc , etc.

Akcja o ktorej mowil mi japonczyk Szu – przyduszenie od tylu.

Tonyego dojechalo dwoch kolesi, jeden zalozyl mu bloka na szyje a drugi klasycznie go lal.

Im wiecej oporu ze strony Tonyego tym wiecej strzalow ze strony mend. Wiele tez nie masz do powiedzenia w tej sytuacji bo efektem przyduszenia jest utrata swiadomosci.

21 godzina w bardzo zywej dzielni w Quito, ludzie na ulicy, ochroniarze 20 metrow dalej, nikt nie zareagowal…

Kolesie ukradi mu lapciaka z fotami  z ostatnich szesciu miesiecy  (zero updatow…),bilety lotnicze , sandaly…

Bardzo suaba akcja . Nic to, zywy czlowiek  wiec tym nalezy sie cieszyc. Czesto stawianie oporu w takich sytuacjach konczy sie kosa.

 Klasyczny fakenszit.

 

Akcja ta miala miejsce dzien po tym kiedy ja przebilem do Riobamby. Plan byl taki ze jade pierszy i rozkminiam wspinaczke na wulkan Chimborazo(6310mnpm) Tony dobija za dzien lub dwa i idziemy razem. Moj pomysl na ten wulkan byl taki zeby wyjsc razem ale bez agencji i przewodnika. Wypozyczamy sprzet z agencji i dziemy sami. Po akcji z Quito Tony stwierdzil ze odpuszcza bo poobijany i wkurwiony  jest za bardzo, nie dziwie sie.

 

 W Riobambie spotykam sie z innym ziomkiem – Jastinem – ktory wrocil wlasnie z tego wulkanu. Udalo mu sie dojsc na 6200 mnpm – choroba wysokosciowa go dojechala.

 

Justin stanowczo mi odradza samotne wyjscie , ja jednak swoje.

Pozyczylem sprzet. Pojechalem do schroniska na 5000 mnpm. .

Na 5000 mnpm czuje sie dobrze. O 23 wychodze za pierwsza grupa. Cholera Justn mial racje, technicznie to ten wulkan jest o wiele ciezszy niz Huayna Potosi w Boliwii plus pizga jak w kieleckiem, duzo kamieni i lodu. Ale ide i nie mam jakis wiekszych problemow. O 2.30 w nocy  dojezdza mnie choroba wysokosciowa. Zbiera mnie na belty i trace energie ,  stwierdzam ze nie ma klasycznego bata zebym szedl dalej.

Ok odpoczywam.Ciemno jak w dupie, mija mnie ekipa no 2 , i ekipa no 3 .Pizga .

Kiedy sie ruszasz wszystko jest ok , kiedy sie zatrzymasz zaczynasz sie dygotac z zimna.

No i jestem na 5700 mnpm, sam i mysle  sobie : no to zes czleniu kurna przykozaczyl.

W tych ciemnosciach nawet nie probuje schodzic na dol

Wykopalem sobie dziure w sniegu zeby ochronic sie przed wiatrem, czekam: 3, 3.30, 4, 4.30 , 4.45, 5, 5.15, 5.30, 5.45…

O 6 rano wschodzi slonce. Fuck wydawalo mi sie ze za dnia zejscie nie bedzie problemem. I to jest wlasnie ta roznica miedzy tym co sie wydaje a tym co jest. Udalo mi sie znalezc droge i zejsc do schroniska samemu ale ….no comments.

 

Szybki powrot do Quito – kierunek Kolumbia.

W drodze do Bogoty spotykam 2 parki na motocyklach, zapraszaja mnie na kawe po kilku slowach okazuje sie sa na zlocie motocyklowym i zapraszaja oczywiscie. Foty z katalogu motocolombia to wlasnie ten zlot. Kolumbijczycy kochaja motocykle. Fakt faktem ze moja koza byla chyba najmniej lanserska koza w tym miejscu ale coz koza z historia a nie supernowki z 2008.

Bardzo spoczko ludzie.

W Bogocie odwiedzam ziomka ktorego poznalem w Rio de Janeiro i szybka przebitka do Medellin. Acha zrobilem sobie prezent zaipodalem sobie ipoda, cieszy cacko nie ma co.

No i moge w koncu pozrzucac gigabajty z kompa.

Zabaweczki duzych chlopcow…;-)

Medellin calkiem calkiem , udalo mi sie wbic na dobra impreze electro do Carnival, doooobry klub dobra impreza.

Od  Montanity w Ekwadorze do Cartaheny na wybrzezu Kolumbii bujalem caly czas z Tonym. On troche cisnieniowal – co mi bylo na reke- co do szybkiej przebitki na karaibskie wybrzeze Kolumbii.

3 dni temu Tony zapakowal sie na jacht i jest reraz w polowie drogi do Panamy.

 

Jestem w Santa Marta na wybrzezu – karaiby…

Jest grubo, podoba mi sie Kolumbia. Bardzo sympatyczni ludzie, goraco.

W koncu goraco. Dokladnie tak jak w Rio de Janeiro. Niiiice

 

Mysle ze jedno z wyobrazen na temat Ameryki Poludniowej : non stop goraco.

Prawda jest taka ze w przypadku mojej traski to od polnocnej Argentyny, przez Boliwie, Peru, Ekwador az do srodkowej Kolumbii bylo raczej zimno a czesto  bardzo zimno.

 

Tym samym dobilem do konca planowanego tripsona, na szczescie plany sie zmieniaja i jade dalej.

No wlasnie.

Z polnocy Kolumbii moge jechac dalej wybrzezem do Rio albo przebic do Panamy.

Duzo mysle o Rio , kocham to miejsce i szczerze mowiac bazd piszac to jesli chodzi o emocje zwiazane z miejscami w ktorych bylem przez te 9 miesiecy to z niczym nie moge rownac Rio de Janeiro. Mysle czesto : dude jesli to jest to dlaczego po prostu nie wrocic i cieszyc sie Rio. Tru , ale na tym tez polega podrozowanie, na szukaniu rzeczy innych. Moglbym zatrzymac sie  w Nepalu, i wracac do niego za kazdym razem ale wlasnie dlatego ze szukam rzeczy innych dotarlem do Rio. Nie wiem czy spotka mnie cos podobnego w ciagu nastepnych miesiecy mimo wszystko nie wracam na razie do Rio.

 

Kierunek Nowy Jork…;-)

To jest wlasnie ta opcja traski: za jakis miesiac jacht do Panamy(5 dni) pozniej Ameryka Centralna , Mexyk i Kalifornia, z tamtad przez stany do Nowego Yorku.

Taki jest plan…

Nowy Jork – w sumie 2 lata mojego zywota spedzone w tym miescie.

We will see…

 

Musze troche podladowac bateryjki przed dalsza bujana.

Dluzsze podrozowanie meczy, wierzyc badz nie ale meczy: pakowanie,rozpakowywanie,zmiany miejsc , sytuacji, maprawy motura, etc.

I czasami myslisz sobie: dobra olac to nie mam ochoty na dalsza bujane,  na napierdalanie sie z wiesniakami, kminienie wszystkiego od poczatku, gadek pt.: skad jestes, ile podruzujesz…, cyganskiego zycia.

 

3 dni temu dobilem do miejscowki ekipki poznanej w Peru ajriszow Roba i Diany. Pomieszkuje tez z nimi Charlie – kolumbijski boyfriend Diany. Milo bardzo bo wynajmuja apartament na plazy wiec jest odrobina chilu i prywaty

 

 

 

Przyznam szczerze ze rzecz ktora jest no 1 tego tripa to motocykl. Generalnie podzielic moge dni tripsona na te w ktorych przemieszczam sie na moturze i te bez motura. Kocham  motur. Nie wyobrazam sobie skonczyc teraz tripa motocyklowego. 13 500 km za mna i apetyt rosnie w miare jedzenia.


 

 

 

Pozdro serdeczne

 

Pit